Ucieczka – sposób na „radzenie sobie” z problemami?

Wieloma naszymi zachowaniami rządzą najbardziej prymitywnej instynkty – powstały one na samym początku rozwoju człowieka w odpowiedzi na liczne niebezpieczeństwa, z którymi musiał się on mierzyć. Jednym z nich jest instynkt ucieczki przed zagrożeniami. I chociaż w dzisiejszych czasach nie musimy uciekać przed drapieżnikami, które chcą nas pożreć, strach wciąż jest obecny w różnych formach i wciąż próbujemy przed nim uciec, zamiast się z nim zmierzyć…
 
Instynkt to jakaś magia?
 
 
Istnienie instynktu jest niezaprzeczalne, chociaż kiedy o nim myślimy, zdaje się być czymś jakby mistyczną, paranormalną mocą. A na co dzień przecież chcemy posługiwać się zdrowym rozsądkiem. Nieważne jednak jak spychamy na bok swoją naturę, to instynkt wciąż tam gdzieś jest i odezwie się, jeżeli będzie potrzebny – o to nie musimy się martwić.
Nie możemy go bowiem ograniczać ani nawet ukierunkowywać – panować nad nim. Działa niezależnie od nas. Instynkt ucieczki, to nic innego co instynkt przetrwania – pozwala nam na szybkie reakcje w momentach zagrożenia. 
 
 
Masz tzw. szósty zmysł? Poczułeś kiedyś ukłucie w klatce piersiowej, niezrozumiałe poczucie niepokoju? Złapałeś spadający nagle po otwarciu szafki talerz nad samą głową, cofnąłeś się w odpowiednim momencie w samą porę unikając potrącenia przez samochód? To właśnie instynkt. Działa szybciej, niż zdążysz się zastanowić nad tym, co się dzieje. Będzie obchodził Twoją świadomość i po prostu wysyłał komendy do ciała. Irytujące? Jeszcze ci się przyda…
 
Ucieczka w XXI wieku?
 
 
Zwłaszcza w depresji pojawia się wszechogarniające poczucie – chcemy po prostu „dać w długą”, uciec od problemów, schować się. Życie może nas przytłaczać, wówczas rzucenie wszystkiego i ucieczka wydaje się bardzo kusząca. „Wsiąść do pociągu byłe jakiego” to właśnie współczesna ucieczka. Nie zawsze jednak jest dobrym rozwiązaniem.
 
 
Z depresją jest tak, że nie kończy się, kiedy odejdziemy od źródła problemów. Oczywiście ludzie dookoła, miejsce, w którym żyjesz i nudna praca mogą przyczyniać się do rozwoju depresji, nie oznacza to jednak, że są jej jedynym źródłem. Z problemami psychicznymi zwykle jest tak, że nie są to rzeczy, które są na zewnątrz, od których można się po prostu odciąć, najczęściej problemy tkwią wewnątrz nas – w tym przypadku nawet spakowanie się i podróż na inny kontynent nie pozwoli nam od nich uciec. 
 
 
Od czego uciekamy?
 
 
Zwykle jest coś od czego chcemy uciec, chociaż niekoniecznie musimy sobie zdawać sprawę z tego co to jest. Może to praca, stresująca atmosfera, wyścig szczurów – może zamiast pogrążać się w beznadziei, należy zrobić rzeczywiście krok w drugą stronę i odejść, zmienić pracę. Przytłaczają Cię kłótnie z drugą połówką – może by spróbować terapii dla par? Nuda? Ucieczką od niej, jest znalezienie rozrywki. 
 
 
Wiele rzeczy da się zmienić na lepsze w naszym życiu i warto to zrobić, nawet, jeżeli boimy się także zmian. Kiedy nasze życie stanie się bardziej satysfakcjonujące, potrzeba ucieczki nie będzie aż taka silna. Czasami potrzebujemy po prostu czasu dla siebie. Często odmawiamy go sobie, bo trzeba być lubianym, przebywać w towarzystwie, ciężko pracować, cały czas się rozwijać. Te schematy, w które musimy się wpasować męczą nas – udajemy kogoś kim nie jesteśmy. Chcemy tylko uciec i być z dala od tego, żeby być sobą. A może warto pozwolić sobie na bycie sobą każdego dnia? Spacer, obejrzenie filmu, zadbanie o rozwój własnej pasji, czy też poświęcenie chwili na refleksję – to sposób na rozładowanie napięcia, zanim zaczniemy odczuwać pragnienie ucieczki od wszystkiego. Życie to nie wyścig – zwolnić, zatrzymać się, zrobić krok do tyłu. 
 
 
„Ucieczka” na chwile to też dobry sposób na odświeżenie umysłu. Nie można uciekać bez końca, ale nikt nie mówił, że urlop nie sprawia, że czujemy się lepiej. Każdy zasłużył na wolne. I nie ma nic złego w tym, że chcemy gdzieś pojechać sami. Może się okazać, że właśnie ciszy i spokoju potrzeba nam najbardziej. 
 
 
Potrzeba ucieczki może być bardzo silną potrzebą oderwania się od codzienności – jest sporo sposobów na to, które nie wymagają fizycznego przeniesienia się tysiące kilometrów od miejsca, w którym aktualnie się znajdujemy. 
 
 
Jeżeli nie potrafimy sami znaleźć tego sposobu, to czemu nie poprosić o pomoc? Dzielenie się trudami, niepokojem, tym co na nas ciąży, może pomóc zrzucić troszkę balastu z naszych ramion. Wsparcie bliskich jest niezwykle ważne – przekonanie, że nie jesteśmy w tym wszystkim sami, sprawia, że łatwiej i z większą ochotą podejmujemy się wyzwań.