Ot, problemy normalnych ludzi – katar, kaszel, ból brzucha, zaburzenia psychiczne…

Nie ma ludzi normalnych, są tylko niezdiagnozowani – chociaż wiara w to stwierdzenie powinna raczej powodować strach przed wychodzeniem na ulicę, to paradoksalnie sprawia, że czujemy się lepiej. W końcu wielu z nas było kiedyś przekonanych, że coś jest z nami nie tak, ale jak jest naprawdę?




Łatwiej jest widzieć świat czarno-białym – jesteśmy my zdrowi i ci chorzy, my którzy nie potrzebujemy pomocy i ci, którzy chodzą do terapeuty, psychologa, psychiatry. W rzeczywistości, o ile niektóre osoby wymagają pomocy lub hospitalizacji, o tyle wiele osób z własnej, nieprzymuszonej woli decyduje się na udział w terapii. Prewencja lepsza niż leczenie? 




W pewnym sensie tak, bo z naszą psychiką jest troszkę tak, jak z myciem zębów. Jeżeli nie dbamy o zęby, czeka nas próchnica i inne problemy, przy których dentysta będzie musiał interweniować. Jeśli nie będziemy dbać o dobrą kondycję psychiczną, pozwolimy, by problemy nas przytłaczały, w pewnym momencie interwencja terapeuty będzie już nieodzowna, bo nie będziemy w stanie ich rozwiązać samodzielnie. 




Czym jest terapia?





Zdaje się, że często błędnie zakładamy, że wiemy czym tak naprawdę jest psychoterapia. Ta jest przede wszystkim rozmową terapeuty z osobą, która z własnej woli podejmuje trud dokonania pewnej zmiany w swoim życiu, żeby czuć się bardziej komfortowo, zdrowo w sferze psychicznej. Ludziom zdarzają się poważne okresy, w których czują się słabsi, ich dusza zdaje się krwawić, a przygnębiających myśli nie da się oddalić, krzywdzące jest jednak założenie, że osoba, która wybiera się na terapię jest szalona i nie da się z nią rozmawiać. To jakby założyć, że osoba, która idzie do lekarza wyleczyć kaszel, jest nieuleczalnie chora, tylko dlatego, że potrzebuje porady lekarza. 




Osoby korzystające z terapii często określają spotkania z terapeutą jako możliwość do przyjrzenia się samemu sobie. Terapia pomaga zmienić sposób patrzenia na świat. Nie jest tak, że po terapii już zawsze będziemy podchodzić do życia wyłącznie pozytywnie, a zdobyte na niej doświadczenie będzie działać jak niezniszczalna bariera przeciwko wszelkim przeciwnościom losu. Terapia nie uczy jak nie upadać, kiedy potkniemy się o przeszkodę, ale uczy się podnosić. 




Ja dam sobie radę sam!




Pewnie! Wielu z nas daje sobie radę ze swoimi codziennymi problemami, co więcej, nasz organizm wypracował takie mechanizmy obronne, że dajemy sobie radę poradzić samodzielnie z bardzo traumatycznymi wydarzeniami z naszego życia jak np. śmierć bliskiej nam osoby, porażka zawodowa, poważne wypadki. Jednak każdy kto poświęca czasami czas na przeanalizowanie swoich uczuć i przeszłości, może z niemal stuprocentową pewnością stwierdzić, że kiedyś cierpiał i nie mógł uwierzyć w to, że owo cierpienie kiedyś się skończy.




Często sami przekonujemy się, że wszystko będzie dobrze i damy radę. Może się jednak okazać, że nie jesteśmy w stanie sprostać kolejnym problemom, zwłaszcza kiedy zaczynają się piętrzyć dookoła nas. Dochodzimy wówczas do momentu, w którym nie jesteśmy w stanie ich rozwiązać, wpadamy w stan przygnębienia, zniechęcenia i pozwalamy, aby świat rozpadał się wokół nas niczym domek z kart. Jest to ten moment, w którym konieczna jest interwencja terapeuty. 
 


W porządku, ale jak żyć z zaburzeniami?




Jeśli chodzi o psychikę sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż w przypadku zaburzeń somatycznych – często osoba, która na nie cierpi, nawet nie jest do końca świadoma toksycznych emocji, które rozrywają ją od środka. Ból, smutek, wstyd nie zawsze są na wierzchu. Zresztą najczęściej nie mamy świadomości co nas gryzie, wiemy tylko, że czujemy się źle. 




Wyjątkowe trudności dla osób opanowanych przez swoje smutki, traumy i emocje wynikają z tego, że choroba uniemożliwia im prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Mają one także problem z obiektywną oceną własnego zachowania. Trudno jest pozbyć się odczuć, których nie potrafimy nazwać. Sami ludzie, którzy czasami zachowują się irracjonalnie z powodu stresów, które na nich oddziaływują, często nie widzą nic niecodziennego w swoim życiu i nie zauważają nieprawidłowości. 
 
Ludzie często przemilczają swoje problemy. Tak samo jest z tym co omyłkowo nazywają zaburzeniami psychicznymi, bo bardzo łatwo nam użalać się czasami nad sobą, histeryzować i oddalać rozwiązanie problemów.  W końcu nikt nie chce, aby została mu przylepiona łatka kogoś, kto nie potrafi sobie radzić z własnym życiem , osoby z depresją lub nerwicą, zwłaszcza przy dzisiejszej pogoni za sukcesem – studenci, osoby robiące karierę wiedzą, że przyznanie się do nawet najdrobniejszej słabości może nie spodobać się ewentualnym pracodawcom i kolegom. Osoby wrażliwe są dyskryminowane np. w wielu miejscach pracy przez tzw. „normalnych”. Ale jak można stwierdzić, która dusza jest na tyle delikatna, chora, żeby nie móc prowadzić normalnego życia? 




Terapia pomaga. To właśnie dzięki niej osoba, która czuje się chora, może uświadomić sobie, że tkwią w niej trucizny, od których może się uwolnić, że może odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Smutek, żałoba, uzależnienie, ból, depresja, a nawet poważniejsze zaburzenia nie są wyrokiem śmierci. Psychoterapia ma pozwolić zrozumieć tym, którzy nie są w stanie samodzielnie odnaleźć szczęścia, że mają na tyle sił, aby pokonać swoje własne demony, móc podejmować aktywności takie jak praca czy hobby, a często ostatecznie pokonać chorobę i wrócić do normalnego życia już bez stałej konsultacji z terapeutą.