Mobbing w pracy – jak wpędził mnie w chorobę

 Mianem mobbingu określamy wszystkie te działania pracodawcy lub współpracowników, które są skierowane przeciwko danej osobie, polegają na jej nękaniu, zastraszaniu lub ośmieszaniu. W wyniku tego rodzaju długotrwałego procederu pracownik boryka się z obniżoną samooceną, czuje się wyizolowany i bezbronny. W skrajnych przypadkach mobbing prowadzi nawet do mniej lub bardziej poważnych problemów zdrowotnych.

 

Znalezienie dość dobrze płatnej pracy w wyuczonym zawodzie było spełnieniem moich marzeń. Po ukończeniu studiów przez kilka miesięcy bezskutecznie próbowałam zdobyć satysfakcjonujące zatrudnienie – niestety, rozsyłane przeze mnie aplikacje zwykle spotykały się z brakiem jakiegokolwiek odzewu, a jeśli już byłam zapraszana na rozmowy kwalifikacyjne, przegrywałam z kandydatami o większym doświadczeniu zawodowym. Przedłużające się bezrobocie było przyczyną obniżonej samooceny i coraz mniejszych nadziei na świetlaną karierę. Nie byłam w tym zresztą odosobniona: moi znajomi również boleśnie odczuwali trudną sytuację na rynku pracy. Wielu z nich porzuciło nadzieje na zatrudnienie zgodne ze swoim wykształceniem i objęło nisko płatne stanowiska w supermarketach oraz barach szybkiej obsługi. Ja również byłam bliska poddania się i podjęcia podobnej decyzji, ale właśnie wtedy, po miesiącach poszukiwań, pojawiło się „światełko w tunelu”. Dostałam telefon z zaproszeniem na spotkanie rekrutacyjne, które poszło mi bardzo dobrze. Przyszły szef okazał się być bardzo sympatyczną i niestwarzającą dystansu osobą. Kiedy okazało się, że postanowił mnie zatrudnić, byłam w siódmym niebie.

 

Pierwsze tygodnie w nowej pracy były niezwykle udane. W biurze panowała bardzo serdeczna, przyjacielska atmosfera. Współpracownicy byli mili i pomocni, a ja z każdym dniem radziłam sobie ze swoimi obowiązkami coraz lepiej. Z szefem również dogadywałam się naprawdę dobrze – znaleźliśmy ze sobą wspólny język i chętnie rozmawialiśmy zarówno na tematy związane z pracą, jak i nieco bardziej prywatne. Na szczęście nasze relacje wciąż pozostawały profesjonalne, a ja nie czułam się skrępowana jego zainteresowaniem… Jak się później okazało, ta sielanka nie miała trwać wiecznie.

 

W pewnym momencie zauważyłam, że stosunek szefa do mnie staje się coraz bardziej poufały. To były takie drobne gesty i sygnały, które jeszcze wtedy mogłam zrzucić na karb rodzącego się koleżeństwa lub przyjaźni: zdrabnianie mojego imienia, komplementy na temat mojego ubioru, kładzenie ręki na ramieniu podczas rozmowy. Nie zawsze czułam się z tym komfortowo, ale wmawiałam sobie, że nie mam powodu do niepokoju. Sytuacja zmieniła się w momencie, w którym szef postanowił zaprosić mnie na randkę. Odmówiłam, używając jakiejś naprędce wymyślonej wymówki. To go jednak nie zniechęciło i ponawiał swoją propozycję kilkakrotnie, zachowując się przy tym coraz bardziej uwodzicielsko. W końcu zdobyłam się więc na odwagę i w delikatny, jak najbardziej taktowny sposób dałam mu do zrozumienia, że wolałabym, by nasze kontakty ograniczały się do sfery zawodowej.

 

Na początku sądziłam, że przyjął tę informację z godnością. Z czasem jednak dostrzegłam zmiany w atmosferze, jaka panowała w biurze. Koledzy zaczęli traktować mnie chłodno i z dystansem. Kiedy wchodziłam do któregoś ze wspólnych pomieszczeń, rozmowy i śmiech momentalnie cichły. Nie miałam pojęcia, co spowodowało taki stan rzeczy, dopóki jedna z koleżanek nie zlitowała się nade mną i nie odpowiedziała szczerze na moje pytanie o przyczynę ich zachowania: „Podobno podrywałaś szefa i próbowałaś zdobyć awans przez łóżko”.

 

Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Było dla mnie jasne, że za pomówieniami stoi odtrącony prezes. Na początku chciałam z nim porozmawiać i szczerze wygarnąć mu, co o nim myślę, ale po namyśle doszłam do wniosku, że nie przyniesie to żadnego pozytywnego rezultatu. Zwłaszcza, że jego zachowanie również się zmieniło. Zaczął przydzielać mi coraz więcej obowiązków, często powyżej moich umiejętności. Notorycznie zostawałam po godzinach, by nadrobić zadania, których nie udało mi się wykonać na czas. Coraz częściej obrywało mi się za tak absurdalne rzeczy jak to, że sama nie domyśliłam się, co mam zrobić lub ułożyłam realizację swoich działań w niewłaściwej kolejności (choć nikt nigdy nie mówił mi wprost, jaka powinna ona być). Kiedy próbowałam się przeciwstawić, było jeszcze gorzej. Niejednokrotnie usłyszałam, że jestem bezużyteczna i głupia, a zatrudnienie mnie było błędem. Przez problemy w pracy cierpiałam na bezsenność. Na samą myśl o tym, że następnego dnia muszę iść do biura, bolał mnie brzuch. Moi znajomi spoza pracy bagatelizowali te problemy: „Nie narzekaj, większość ludzi nie lubi swoich szefów. Najważniejsze, że masz zatrudnienie i stałą pensję, wiesz, jak trudno jest coś teraz znaleźć?”. Słuchając ich uwag, czułam się ze sobą fatalnie – wierzyłam w to, że jestem słaba, nadwrażliwa i niewdzięczna. Nie odchodziłam, pomimo powtarzających się upokorzeń, ponieważ bałam się, że sytuacja z wielomiesięcznym poszukiwaniem pracy znowu się powtórzy. Otrzeźwieniem okazał się nagły, bardzo silny ból żołądka i wizyta na pogotowiu z podejrzeniem pęknięcia wrzodu. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie dłużej tak funkcjonować. Przez urażoną dumę szefa nabawiłam się nerwicy i straciłam całą radość życia. Wolę pracować poza zawodem i mniej zarabiać, niż ryzykować dalsze konsekwencje zdrowotne. Niestety, wiele wycierpiałam, by się o tym przekonać.