Życie w bańce – czy niektórzy nie dojrzewają emocjonalnie?

Dzisiaj większość z nas nie musi się aż tak spieszyć z dojrzewaniem. Z wielu względów jest łatwiej. Ta część z młodych ludzi, która decyduje się na podjęcie studiów zaraz po ukończeniu szkoły wyższej, jest często – chociaż nie zawsze – utrzymywana przez rodziców. Opłacone mieszkanie, opłacone życie i przez kolejne pięć lat, a w każdym razie do 26 roku życia, póki obowiązuje zniżka na komunikację miejską, istnieje społeczne przyzwolenie na pozostanie dzieckiem…
 
 
Cieszyć się młodością…
 
 
Nasze mamy zachodziły w ciążę jeszcze przed 30, a najczęściej w wieku 20-25 lat. Po szkole średniej z reguły już się pracowało i dorabiało sobie. Dzisiaj nasza sytuacja ekonomiczna jest lepsza – możemy pomagać naszym dzieciom, płacić za akademik lub mieszkanie. Kto zresztą chciałby, żeby nasza nieszczęsna pociecha, chluba i duma domu był zmuszona do tworzenia 101 potraw z ziemniaka z powodu braku pieniędzy?
 
 
Czy jednak brak wielu obowiązków i swoboda, którą cieszymy się w młodym wieku, przedłużanie „wolności” nie sprawia, że dojrzewamy później, a tym samym jesteśmy niedojrzali emocjonalnie, w momencie, w którym powinniśmy już być odpowiedzialnymi osobami? 
 
 
Czym jest życie w bańce? 
 
 
To życie złudzeniami, w przekonaniu o bezpieczeństwie. W pewnym sensie można także powiedzieć, że wiąże się z nim czarno-biały sposób odbioru świata – jestem ja, mój sukces i moje szczęście, reszta znajduje się poza bańką, skupiamy się na sobie. A jakie przekonania składają się na nasze współczesne złudzenia? Np. słynne „Po politechnice od razu dostanę pracę.” – w ogóle przekonanie, że studia stanowią pół drogi do sukcesu, jest bardzo popularnym przekonaniem, które sobie wmawiamy, które wmawiają nam bliscy. Chociaż ostatnimi czasy ta iluzja zaczyna się rozwiewać. 
 
 
 
Jesteśmy pewni, że życie to nasza scena. Nie dostrzegamy nie tylko niebezpieczeństw dorosłego świata, w którym łatwo wejść na minę, a kiedy to się dzieje nie dopuszczamy do siebie rzeczywistości. Oszukujemy siebie bardzo często, bo nie jesteśmy sobie w stanie poradzić z podejmowaniem trudnych decyzji i przeżywaniem silnych emocji. Osoby żyjące w bańce odrzucają logiczne argumenty, nie dopuszczają do siebie myśli o porażce i nie dają się przekonać do spojrzenia na świat z innej perspektywy. Wiedzą lepiej. 
We własnym świecie…
 
 
Żyjąc złudzeniami – kłamstwem – żyjemy w zupełnie innym, nierealnym świecie. Nasze postrzeganie jest wykrzywione. Zdarza się nawet w skrajnych przypadkach popadanie w paranoję. Podejrzliwość wobec bliskich, selektywne postrzeganie ludzkich cech i brak tolerancji to wcale nie tak odosobnione uczucia wśród osób żyjących w bańce.
 
 
Przyjaźń z takimi osobami może nie być łatwa. Ich skłonność do nieprzemyślanych osądów zachowań i cech charakteru innych z przekonaniem o swojej doskonałości może być naprawdę trudna do zniesienia, zwłaszcza dla osób mało asertywnych. Wiara w swoje siły jest zjawiskiem pozytywnym, jednak niektórzy są przekonani o swojej nieomylności. Jeżeli człowiek żyjący w bańce zostaje uznany za niekompetentnego (np. w pracy) do pełnienia jakieś funkcji lub wykonywania pewnych zadań będzie przekonany, że to przez zazdrość i złośliwość.
 
 
 
Osoby żyjące w błędzie, w złudzeniach nie są skłonne do autorefleksji, nie potrafią uznać czegoś za swoją winę i spojrzeć na siebie krytycznie. Będą zdawały się mocno niedojrzałe emocjonalnie, bo nie są zdolne do zdrowej dyskusji, rozmowy o tym, że coś jest nie tak, ponieważ są przekonane, że problem tkwi w drugiej osobie, a nie w niej. 
 


Ludzie idealni
 
 
 
Czasami mamy złudzenia nie tylko wobec siebie, ale także bliskich. Miłość zaślepia i potrafimy żyć w przekonaniu, że toksyczne osoby mogą się zmienić lub że nie chcą nas krzywdzić. Niezdolność do przyjęcia do  siebie, że druga osoba mogła zrobić coś złego jest tym większa, im większa intensywność uczucia, którym darzymy drugą osobę. 
 
 
Zamykanie się w bańce – na pozór bezpiecznej – ma wiele przyczyn. Wychowanie ma w tym przypadku duży wpływ. Uczymy się reagować na świat i przyjmować różnego rodzaju sytuacje. Chronienie przed wszelkimi, nawet najmniejszymi obowiązkami i nieprzyjemnościami sprawi, że nie nauczymy się z nimi radzić jako dorośli ludzie. Budowanie wokół siebie iluzorycznego świata może być też następstwem powstania destrukcyjnych deficytów emocjonalnych na wczesnym etapie rozwoju psychicznego. Wszyscy też mamy potrzebę „bycia lepszymi” – lepszymi od kogoś, dla kogoś, dla siebie. Zamiast jednak wmawiać sobie, że jest lepiej niż jest w rzeczywistości, warto popracować nad sobą, żeby bardziej pokochać ten realny obraz, a nie ten, który jest jedynie w naszej głowie.