Pułapka utopionych kosztów


 


Brzmi może jak termin ekonomiczny, ale pojęcie to ma więcej wspólnego z psychologią, niż można by się było spodziewać. Zjawisko to może być niezmiernie niebezpieczne – wywołuje u nas determinację, która zwyczajnie może wyjść nam na gorsze…

 
 
Czym jest efekt utopionych kosztów?

 
 
Przypadki mogą być różne – mniej lub bardziej drastyczne. W pewnym sensie efekt ten w jakimś stopniu kieruje zachowaniem współczesnych ludzi. Zdarzyło Ci się kupić kiedyś bilet na film lub spektakl teatralny i zachorować, a potem pójść tylko po to, żeby nie czuć straty pieniędzy, mimo że wcale nie czułeś się na siłach i nie miałeś na to ochoty? W takim razie padłeś ofiarą błędu poznawczego – efektu utopionych kosztów. To irracjonalne zachowanie mogło Cię w gruncie rzeczy kosztować pogorszenie stanu zdrowia, ale wtedy o tym nie myślałeś.

 
 
Często bywa tak, że przechodzimy obok przystanku. Do przejścia zostało nam jeszcze 5 minut, ale autobus przyjedzie już za dwie! Czekamy… Czekamy… Mijają trzy minuty – autobus już raczej nie przyjedzie albo przyjedzie bardzo spóźniony. Zmarnowaliśmy już dwie minuty. Czekać czy iść? A nuż przyjedzie?

 
 
Kiedy włożymy sporo pracy i czasu w jakiś projekt, ciężko nam się pogodzić z jego niepowodzeniem – nawet jeżeli od samego początku nie było pewne, że osiągniemy sukces. Zaczynamy myśleć o czasie lub pieniądzach przeznaczonych na jakiś cel, jako o straconych i chociaż logika mówi nam, że powinniśmy odstąpić od dalszych inwestycji, zanim narobimy więcej szkody i długów, to podświadomość nie pozwala nam się poddać.

 
 
Jak to zjawisko może nas zaprowadzić na manowce?

 
 
Są sytuacje, kiedy rzeczywiście intuicja dobrze nam doradza, a los potrafi odwrócić się z dnia na dzień na naszą korzyść, ale umówmy się życie to nie loteria i zdecydowanie lepiej jest korzystać z umiejętności racjonalnego myślenia.

 
 
Efekt utopionych kosztów może zadziałać np. w związkach z naszymi partnerami. Im dłużej one trwają, tym bardziej jesteśmy zmotywowani do trzymania ich w kupie, nawet jeżeli już od dłuższego czasu coś nie gra. Czasami potrafimy latami utrzymywać toksyczny związek, mimo że nie przynosi nam szczęścia, a wręcz szkodzi…, ale przecież zainwestowaliśmy tyle starań i czasu w to, żeby zagrało…

 
 
Bardzo groźny jest ten mechanizm w parze z uzależnieniem od hazardu. Wrzucamy żetony, monety, dobieramy karty – „przegrałem już tyle, dorzucę jeszcze kilka groszy do puli. Przecież muszę w końcu wygrać!”. Głos rozumu przestaje być słyszalny. W końcu nieważne ile razy przegrasz – nie ma żadnej zasady mówiącej o tym, że po 10-ciu przegranych w końcu wygrasz 6-tkę w totka.
 
 
 
Wiele czynników sprawia, że wpadamy w pułapkę

 
 
Oczywiście nie jest zawsze tak, że po prostu żal nam straconych środków. Czasami dochodzi wstyd, zaniepokojenie, chęć odegrania się. Często mamy nadzieję, że jeszcze coś z tego wyjdzie – liczymy na szczęście.

 
 
Psychologowie tłumaczą, że czasami błąd robimy na samym początku inwestowania swojego czasu lub pieniędzy. Jesteśmy zbytnimi optymistami, podnieceni perspektywą zysku lub rozwoju nie poświęcamy czasu namysłowi. Często też nie mamy tak dobrego widoku rzeczywistej sytuacji, jak nam się zdaje. Niektórzy specjaliści zajmujący się efektem utopionych kosztów sugerują w momencie rozpoczęcia jakiegoś projektu wyznaczyć sobie pewien próg, sytuację, kwotę straty – cokolwiek co będzie dla nas jasnym sygnałem do rezygnacji ze starań.

 
 
W momencie, w którym pewne starania nie przynoszą nam korzyści, warto zastanowić się, czy nie powinniśmy zrobić w tym czasie czegoś innego, co je nam po prostu przyniesie. Dziś marketingowcy i przedsiębiorcy są świadomi istnienia tego efektu i często wykorzystują go, aby zmanipulować konsumenta. Warto jest pamiętać o zachowaniu kontroli nad swoim życiem i postępowaniem.