Osoby trzecie w procesie zdrowienia – udział bliskich w terapii

Potrzebujemy wsparcia innych. Niezależnie od tego, czy chore jest nasze ciało, czy dusza. Niezależnie od tego, czy w ogóle nam coś doskwiera, po prostu każdy z nas potrzebuje uwagi innych. Gdy mamy słabsze okresy, zwykle potrzebujemy tej obecności innych w swoim życiu bardziej. Ale czym właściwie jest to sławne „wsparcie”? Słyszymy o nim w przypadku wchodzenia w nowe etapy swojego życia, w przypadku ciężkiej choroby. Wsparcie oferowane nam jest, kiedy musimy podjąć trudną decyzję, ale przede wszystkim też powtarza się nam, że potrzeba go również na co dzień. Czym jest ta „pigułka na wszystko” – wsparcie?







Wspieraniem trzeba się dzielić


 



Nie tak łatwo jest być oparciem dla drugiej osoby. Jeżeli podtrzymujemy kogoś na duchu, pomagamy w różnych kwestiach, w pewnym sensie z własnej woli uczestniczymy w problemach drugiej osoby, a to nie jest wcale łatwe – przede wszystkim, że każdy z nas ma też swoje problemy. Trzeba zachować jakiś czas dla siebie. Służenie pomocą/pomaganie innym nie jest jednoznaczne (a przynajmniej nie powinno być) z wyrzeczeniem się własnego życia, czasu dla siebie i swoich bliskich.

 





Nieważne kto potrzebuje wsparcia – czy chodzi o problemy natury psychicznej, czy o nieuleczalne choroby ciała – najlepiej będzie, jeżeli pomocna wyjdzie do tej osoby nie dłoń, a dłonie. Osoby potrzebujące naszej opieki powinny otrzymać pomoc od kilku osób. To wspólna misja. Droga do zdrowia rzadko kiedy jest łatwa. Osoby pomagające zdrowiejącemu powinny być w stanie się zmieniać i także wspierać wzajemnie, bo zarówno walka z problemami psychicznymi, jak i fizycznymi męczy ciało i ducha. Trzeba pamiętać o tym, że dbając o naszych bliskich, nie możemy zaniedbywać siebie. Nie tylko z tego powodu, że MY jesteśmy ważni, ale także, chociażby z tego, że osłabieni nie jesteśmy w stanie nieść pomocy nikomu.

 



Emocje są wszędzie – trzeba je rozpoznać, nazwać i zrozumieć

 



Walczymy – pojawiają się uczucia, które trudno nam czasami zidentyfikować, zrozumieć, a nawet pogodzić się z nimi. Trzeba je jednak dopuścić do głosu, zamiast tłamsić. Musimy o nich mówić, jeśli nie z terapeutą, to z innymi osobami. Tłumione w sobie uczucia osłabiają nas, ułatwiają wpadanie w irytację, ale przede wszystkim mogą doprowadzić nawet do depresji.

 



Wspierać mogą się nie tylko bliscy

 



Rzadko myślimy o tym a co dzień, ale tak samo, jak istnieją grupy pomocy dla osób leczących ciało, tak samo osoby próbujące uzdrowić swoją duszę, mogą liczyć na wsparcie obcych osób. Wolontariusze, osoby wyleczone, z potrzebą misji, które pomagają innych albo bliscy wyleczonych lub leczących siebie. Grup takich jest coraz więcej, a w ich odnalezieniu nieodmiennie pomaga Internet. Jeżeli więc boisz się, że Twoja „grupa wsparcia” nie jest zbyt liczna, można poszukać też innych form pomocy.

 



Czym jest ta pomoc, której mogą udzielić bliscy i znajomi?

 

 

To może zdawać się zabawne, ale nie trzeba wcale wiele, żeby okazać wsparcie drugiej osobie. Chodzi po prostu o obecność – i to nie 24/7. Nie trzeba rezygnować z własnego życia. Czasami dać „tylko tyle, ile mogę”, może być większym darem, niż się spodziewaliśmy.

 

 



Chorująca osoba potrzebuje świadomości, że ma nasze zainteresowanie i że nie jest nam obojętna. Jesteśmy obok, gdybyśmy byli potrzebni. Rozmawiamy, jeżeli druga osoba jest w nastroju na rozmowę. Pomagać i nie oczekiwać na wzajemność lub chociażby docenienie, wykorzystanie tej pomocy, z pewnością nie jest łatwe. Chodzi tu jednak o  drugą osobę.

 

 



Zauważanie, że sytuacja zmieniła się i budzi nasz niepokój, jest bardzo ważna. Jak często zdarza się nam przeoczyć czyjś zły nastrój, a nawet całą chorobę! To, że widzimy i sugerujemy, że koniecznie jest skorzystanie z pomocy, to już całkiem sporo. Możemy nakłaniać osobę, która nie chce widzieć choroby lub problemy do skorzystania z pomocy. Sposób, w jaki mówimy, też jest ważny. Zastanówmy się, jaki rodzaj „troski” sami preferujemy:

 

 



„Jesteś chory, potrzebujesz pomocy lekarza!”







Czy też:







„Martwię się o Ciebie. Nie śpisz dobrze, wyglądasz na zmęczonego, może odwiedzisz specjalistę”?

 

 



Jak bardzo odmienna jest nasza reakcja, kiedy bierzemy pod uwagę odczucia i potrzeby drugiej osoby! A co jeżeli nie uda nam się do niej dotrzeć? Zgodnie z prawem osobę, która zagraża sobie lub otoczeniu, możemy przewieźć bez jej zgody do szpitala.

 

 



Rodzina na terapii?

 

 



Trudno by było wyobrazić sobie leczenie dziecka bez udziału rodziców w psychoterapii – nie tylko ze względu na kwestie prawne, ale także dlatego, że to przecież oni są najbliższym otoczeniem młodego człowieka, który potrzebuje pomocy. Warto jednak wiedzieć, że wszyscy zasługujemy na prywatność – najmłodsi tak samo jak dorośli. Jeżeli dziecko chce powiedzieć coś TYLKO terapeucie, ma on obowiązek zatrzymania tajemnicy dla siebie.

 

 



Bywa też tak, że wpływ na zachowanie i odczucia dziecka ma wpływ sytuacja w rodzinie. Nie ma wówczas możliwości poprawy tej sytuacji bez udziału pozostałych członków rodziny. Psychoterapeuta może zadecydować o przeprowadzeniu rozmowy z pozostałymi członkami rodziny, zwłaszcza że depresja u dziecka może wynikać z konfliktu istniejącego w rodzinie, przemocy, nadużywania alkoholu lub zbyt wysokich wymagań.

 

 



Nie chcę o tym mówić!

 

 



I mam do tego pełne prawo.

 

 



Dorosły biorący udział w psychoterapii lub leczeniu chorób fizycznych nie ma obowiązku informować nas o stanie swojego zdrowia czy przebiegu leczenia. Niezależnie od stopnia pokrewieństwa dowiemy się od niej tylko tyle, ile sama będzie chciała nam opowiedzieć.

 

 



Do kontaktu z lekarzem upoważnia nas pogorszenie się sytuacji zdrowotnej lub pewnie niepokojące sygnały, jak odstawienie leków, które powinna brać osoba chora, myśli samobójcze, obniżenie nastroju lub słabowanie. Lekarz nie udzieli nam jednak informacji na temat pacjenta bez jego zgody.