Nie mogę przestać myśleć o jedzeniu

 Jedzenie jest nam niezbędne do życia. Dzięki niemu mamy siłę potrzebną do prawidłowej pracy naszych narządów, codziennej aktywności oraz rozwijania się. Niestety, stosunkowo rzadko mamy zdrową, konstruktywną relację z własnym ciałem, a w konsekwencji również z jego „paliwem”, czyli jedzeniem. Bardzo często jemy nie po to, by odżywić swój organizm i zaspokoić głód, ale z powodu silnych emocji lub chwilowych impulsów. Wiele osób cierpi na różnego rodzaju zaburzenia odżywiania, w związku z czym je za mało lub za dużo. Wszystkie te osoby łączy jedno: przez cały czas, obsesyjnie myślą o jedzeniu.

 

Uzależnienia zwykle kojarzą nam się z substancjami psychoaktywnymi lub ryzykownymi zachowaniami, takimi jak hazard. Sięgając po papierosy, narkotyki lub alkohol, z reguły mamy pełną świadomość tego, że środki te nie są dla nas zdrowe, a nasz organizm zupełnie nie potrzebuje ich do prawidłowego funkcjonowania. Od początku bierzemy na siebie ryzyko związane z takimi rozrywkami. Zupełnie inaczej jest z jedzeniem, które jest nam niezbędne do życia. Od dziecka słyszymy, że przyjmowanie odpowiednich ilości pożywienia gwarantuje nam zdrowie oraz siłę do wykonywania codziennych obowiązków. Rzadko uczymy się jednak konstruktywnej relacji z własnym ciałem oraz jedzeniem. Tymczasem ta życiodajna czynność może stanowić podstawę równie niebezpiecznego uzależnienia jak seksoholizm, alkoholizm czy narkomania.

 

Nasi rodzice i opiekunowie nie tylko nie przestrzegali nas przed zaburzeniami odżywiania, ale także mogli mieć znaczący wpływ na ich powstanie. Nieprawidłowych zachowań związanych z jedzeniem często uczymy się właśnie w domu rodzinnym. Rodzice kupowali nam słodycze w nagrodę za dobre wyniki w nauce lub w ramach pocieszenia po porażce. To właśnie te zachowania nauczyły nas, że jedzenie może służyć do regulowania nastroju. Ponadto większość rodzin nie zdawała sobie wówczas sprawy z tego, jak ważne jest racjonalne komponowanie posiłków. Kuchnia polska jest pożywna, ale bardzo tłusta i bogata w cukry. Choć nasze babcie raczej by w to nie uwierzyły, panierowany kotlet smażony na smalcu podawany z ziemniakami polanymi masłem trudno uznać za zdrowe danie. Inne grzeszki, które wielu z nas praktykowało od dziecka, to cukierki i chipsy jedzone przed telewizorem, zbyt duże porcje zjadane naraz oraz świętowanie każdej okazji przy suto zastawionym stole. Pozytywne zdarzenia często kojarzą nam się z ucztowaniem. Podobnie jest ze złym samopoczuciem, rozczarowaniami i smutkiem – wszyscy „wiemy”, że na chandrę najlepsza jest czekolada, lody lub fast-foody.

 

Drugą sprawą jest nasza często niezdrowa relacja z własnym ciałem. Dzisiejsze czasy są zupełnie nietypowe, jeśli chodzi o tę kwestię. Z jednej strony, mamy dużą obfitość, jeśli chodzi o różnorodne produkty spożywcze. Jeszcze nasi rodzice mogli jedynie pomarzyć o tym, by w sklepach był taki wybór słodyczy i innych przysmaków jak teraz. Na każdym rogu kuszą nas bary i restauracje z coraz to bardziej wymyślną kuchnią. Reklamy telewizyjne sprzedają nam czekoladowe batoniki, słone przekąski, mrożonki przeznaczone do smażenia oraz półprodukty przyspieszające codzienne gotowanie obiadu. Jako osoby pracujące i zabiegane często po nie sięgamy – choćby dlatego, że nie mamy już czasu na spędzanie długich godzin na przygotowywaniu pełnowartościowych posiłków. Ponadto lubimy sobie dogadzać, czemu sprzyja duża dostępność atrakcyjnych produktów spożywczych. Jednocześnie te same media bombardują nas wizerunkami komputerowo przerobionych, idealnych ciał. Jeszcze nigdy presja perfekcyjnego wyglądu nie była tak silna. Nic więc dziwnego, że nasze relacje z własnym ciałem oraz z jedzeniem bywają pełne sprzeczności. Z jednej strony lubimy sobie dogadzać, a z drugiej – nie podoba nam się efekt tych słabości widoczny na naszym ciele. Chcielibyśmy wyglądać tak jak gwiazdy z pierwszych stron gazet, często nie zdając sobie sprawy z tego, że nie jest to możliwe. Z tego powodu nieustannie próbujemy się odchudzać i stosujemy coraz to nowe diety. Na przemian ulegamy swoim słabościom i odmawiamy sobie wszystkiego, co naszym zdaniem szkodzi sylwetce. W efekcie często wpadamy w błędne koło: najpierw pościmy, nieświadomie karząc się za „zły” wygląd, a później rzucamy się na jedzenie, zupełnie nie panując nad apetytem. Jedzenie nie jest dla nas sposobem na zdobycie siły i odżywienie swojego ciała. Bardzo często stanowi narzędzie do regulacji nastroju, nagrodę lub rekompensatę za różnego rodzaju przykrości.

 

Kiedy ktoś stosuje rygorystyczną dietę, jego życie często kręci się wokół jedzenia. Planowanie posiłków zajmuje sporo czasu i uwagi, a do tego dochodzi jeszcze nieustanny głód, który w naturalny sposób kieruje myśli na obiekt pożądania, czyli różnego rodzaju ulubione produkty spożywcze. Osoba na „głodówce” ciągle skupia się na tym, co i ile je, a także na co miałaby ochotę, gdyby mogła sobie na to pozwolić. Nawet po zakończeniu diety tego typu myślenie często nas nie opuszcza, a my zachowujemy się, jakby w każdej chwili mogło nam zabraknąć jedzenia. Ponadto często obsesyjnie boimy się powrotu do poprzedniej wagi. W ten sposób poświęcamy jedzeniu więcej uwagi, niż powinniśmy i wpadamy w coraz większe błędne koło. Jeśli twoje myśli nieustannie krążą wokół wyglądu twojego ciała oraz jedzenia i czujesz, że tracisz kontrolę nad własnym umysłem, natychmiast zgłoś się do specjalisty. To może być początek zaburzeń odżywiania, a im szybciej zaczniesz się z nich leczyć, tym większa szansa, że jedzenie nie zdominuje twojego życia na stałe.