„Kiedyś dzieci były grzeczniejsze…”

Czy aby na pewno? Jeżeli samym nie zdarzyło się Wam wygłosić takiej opinii, to z pewnością słyszeliście ją od jakichś znajomych o zmęczonym spojrzeniu i zatroskanym wyrazie twarzy. Kiedyś dzieci były grzeczniejsze, spokojniejsze, miały więcej szacunku dla dorosłych i nie przeżywały okresów buntu średnio co kilka miesięcy! Jak to możliwe?

My dorośliśmy

Prawda jest taka, że patrzymy na świat z innej perspektywy, niż kiedyś. W rzeczywistości my też przyprawialiśmy naszych rodziców o przedwczesne siwe kosmyki i zawroty głowy naszymi zachowaniami. Co więcej, nawet jeśli największym zmartwieniem Twoich rodziców było Twoje przekłuwanie sobie uszu w dziwnych miejscach z koleżankami lub pyskówki raz na jakiś czas, to nadal istniały dookoła mniej „grzeczne dzieci”.

Nastolatkowie zawsze od zawsze ładowali się w kłopoty w okresie dojrzewania, małe dzieci zawsze wolały spać z rodzicami, niż we własnych łóżeczkach, a przedszkolaki uparcie odmawiały jedzenia określonych rzeczy. Po prostu wtedy to my byliśmy tymi, którzy byli „niegrzeczni”, nie obserwowaliśmy tak dokładnie zachowań rówieśników i nie poddawaliśmy ich analizie.

Inne społeczeństwo

Często nie zauważamy też, że dzisiejsze społeczeństwo nie jest tym samym społeczeństwem, w którym dojrzewaliśmy i zostaliśmy wychowani. Dzisiejszy świat jest inny d tego, który znamy z młodości. Ważne są w nim inne wartości. Stare metody wychowawcze przestały być uważane za niezawodne, a eksperci opracowali nowe, bardziej odpowiednie do kształtowania delikatnej psychiki dziecka.

Wiele zmieniło się nawet w samym interpretowaniu roli każdego członka rodziny w społeczeństwie. Zajmowanie się dziećmi jest w równym stopniu obowiązkiem ojca, jak i matki. Kobiety podejmują aktywność zawodową. Zacierają się też różnice w oczekiwaniach wobec chłopców i dziewczynek, bo tym pierwszym pozwolono być wrażliwym, a tym drugim zdecydowanym i głośnym.

Psychologia dziecięca osiągnęła wielki sukces – sprawiła, że uczucia dzieci zostały dostrzeżone, a ich lęki, obawy lub problemy nie były nazywane już po prostu „złym zachowaniem” i regulowane karami. Jeszcze wcale nie tak dawno dziecko miało być „grzeczne”, a ich odczucia często pozostawały niezauważone. Dziś dzieci mają prawo głosu. Kiedyś uważano, że „dzieci i ryby” głosu nie mają, a młodzi nie mogą sami wiedzieć, czego potrzebują – rodzice wiedzieli najlepiej.

Zmiana z surowych w nadopiekuńczych

Dzisiejsza diagnoza społeczeństwa w kwestii rodzicielstwa brzmi „nadopiekuńczy”, bo to właśnie zarzuca się wielu współczesnym rodzicom. Życie widzimy jako ścieżkę pełną zagrożeń i staramy się chronić nasze dzieci jak najdłużej i kontrolować jak najwięcej aspektów ich życia. Wielu z nas wymaga zdecydowanie mniej od naszych pociech, niż wymagano od nas. W efekcie dzieci mają mało okazji do uczenia się odpowiedzialności, ale także radzenia sobie z porażkami.

Zdaje się także, że w XXI wieku wychowanie dziecka to nie prywatna sprawa rodziców, ale także sprawa wszystkich dookoła – nauczyciele, pedagogowie, trenerzy, wychowawcy, my – rodzice, nasi rodzice, nasi znajomi i wszyscy zdają się znać złoty środek na zdrowe, grzeczne i szczęśliwe dziecko. Jedni chcą rozpieszczać, inni mówią, że trzeba zachować dyscyplinę. Rodzic zagubiony zaczyna szukać wszędzie – czyta blogi, naukowe artykuły, ogląda programy z poradami, pyta specjalistów i sam już nie wie, co to znaczy dobrze wychować dziecko.

Czasy, w których żyjemy…

…jakie to czasy?

Przede wszystkim żyjemy w okresie dynamicznego rozwoju technologii. Już od kilku lat psychologowie zwracają uwagę na ilość informacji, którymi jesteśmy zalewani każdego dnia. Trudno jest nam wyselekcjonować te ważniejsze od mniej ważnych. Życie niejednego z nas zdominowały social media – codziennie komunikujemy się z resztą świata, korzystając z różnych aplikacji, informujemy znajomych i obcych ludzi o tym, jak spędzamy wolny czas, nad czym pracujemy, z kim jesteśmy w związki, a nawet o tym, co zjedliśmy na lunch.

Podczas tej aktywności narażamy siebie, nieustannie poddając się ocenom osób, które są dla nas ważne, ale także takich ludzi, których opinie nie są dla nas istotne, ale mogą nas zranić. Porównujemy się ze wszystkimi. Z Anią, która ma lepszą pracę i Kasią, która była na egzotycznych wakacjach i to samo robią nasze dzieci – „Krzysiek ma lepsze buty do piłki nożnej i stać go na treningi, a moich rodziców nie”, „Monika jest ładniejsza, a ja jestem brzydka i mnie nikt nie lubi”. Czy dziecięca psychika jest gotowa na wszystkie zagrożenia, które mogą na nie czyhać w wirtualnym świecie?

I w XXI wieku wiemy już, że uczucia dziecka są ważne, ale nadal chcemy, żeby miało cechy, które są cenione przez otoczenie. Chcemy, żeby było pewne siebie i przebojowe, nawet, wtedy kiedy wiemy, że nasz syn lub córka są raczej wrażliwi i nie lubią być w centrum uwagi. Dzieci nadal mają być grzeczne, ale mają też prezentować swój indywidualizm i mieć własne zdanie. A co się stanie, kiedy ich zdanie będzie inne od naszego?

Czy dzieci staną się „niegrzeczne”?