Jak odejść od agresywnego męża?

Z zewnątrz wydaje się to takie proste – jeśli nasz partner nas nie szanuje i nie możemy czuć się przy nim bezpiecznie, jedynym rozwiązaniem jest jak najszybciej od niego odejść. Życie pokazuje jednak, że zatrważająca liczba kobiet, które są ofiarami przemocy domowej, nie podejmuje żadnych działań w kierunku poprawienia swojej sytuacji. Dlaczego tak się dzieje? Jak odejść od agresywnego męża?

 

Schemat przemocowego związku zwykle wygląda podobnie: na początku jest sielanka i nic nie zapowiada katastrofy. Po jakimś czasie jednak sytuacja ulega diametralnej zmianie – może to nastąpić po kilku miesiącach lub kilku, a nawet kilkunastu latach szczęśliwego pożycia. Pierwsze zmiany pojawiają się niepostrzeżenie: mąż przestaje szanować swoją żonę, coraz częściej okazuje jej lekceważenie lub pogardę, nie liczy się z jej zdaniem, układ sił w relacji jest nierówny. Dopiero z czasem takie pozornie „niewinne” sygnały przeradzają się w akty agresji. Skoro jedna osoba nie ma szacunku do drugiej i uważa ją za gorszą od siebie, może uznać, że ma prawo decydować o jej życiu lub zadawać jej ból, jeśli w jej opinii na to „zasłużyła”.

 

Początkową reakcją ofiary na ogół bywa szok. Bardzo często trudno jej jest uwierzyć w to, co się wydarzyło, wobec czego próbuje sobie to zracjonalizować. Wmawia sobie, że to jej wina, bagatelizuje sprawę, twierdząc, że to jeszcze nie była przemoc lub wierzy w zapewnienia sprawcy, że akt agresji był jednorazowym wyskokiem, który nigdy się nie powtórzy. W rzeczywistości takie zapewnienia bardzo rzadko okazują się prawdą. Jeśli ktoś raz był w stanie podnieść na nas rękę, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zrobi to ponownie. Po tym, jak zostanie przekroczona ta bariera, kolejne epizody przemocy z reguły są tylko kwestią czasu.

 

Wiele kobiet od lat tkwiących w przemocowym związku wykształca zbiór reakcji, które określane są jako syndrom sztokholmski. Jest to niezbyt konstruktywna forma przetrwania, której nazwa związana jest z wydarzeniami, które miały miejsce w Sztokholmie w roku 1973. 23 sierpnia 1973 roku dwóch mężczyzn wkroczyło do banku w celu jego obrabowania. Kiedy policja przyjechała z odsieczą, włamywacze wzięli zakładników (trzy kobiety i mężczyznę), których następnie przetrzymywali przez sześć dni. Po przybyciu ekipy ratunkowej okazało się, że zakładnicy nie chcieli współpracować, a na dodatek bronili swoich porywaczy, winą za całą sytuację obarczając policję. Po jakimś czasie od porwania jeden z uwolnionych zakładników założył fundację, której celem było zbieranie funduszy dla prawników porywaczy, a jedna z zakładniczek zaręczyła się z oprawcą.

 

Mechanizm powstawania syndromu sztokholmskiego jest następujący: oprawca uzależnia od siebie swoją ofiarę, w pewien sposób ucząc ją, że tylko on decyduje o jej krzywdzie lub bezpieczeństwie. Po jakimś czasie ofiara przemocy nabywa wiedzę potrzebną jej do przetrwania – poznaje reakcje i zachowania agresora i wie, w jaki sposób może uniknąć przemocy. Kiedy dostrzega jakiekolwiek objawy życzliwości ze strony sprawcy, pojawiają się u niej pozytywne uczucia względem niego, takie jak wdzięczność. Przestaje działać w kierunku uwolnienia się od oprawcy, a skupia się na tych działaniach, które budują między nimi pozytywne relacje.

 

Kobiety, które od jakiegoś czasu pozostają ofiarami przemocy, często nie czują się na siłach, by zmienić swoją sytuację. Boją się zmian i wolą pozostać przy tym, co znają. Bardzo często wynika to z manipulacji sprawcy, który wmawia swojej partnerce, że to ona jest winna całej sytuacji oraz sukcesywnie obniża jej samoocenę. Po jakimś czasie rzeczywiście wierzy ona, że jest złą żoną, nic niewartą osobą i zasługuje na to, co ją spotkało. Woli zostać ze swoim mężem, ponieważ nie sądzi, by kiedykolwiek udało jej się znaleźć sobie kogoś innego.

 

Pierwszym krokiem do wyzwolenia się z toksycznego związku powinna być praca nad własnym nastawieniem do siebie. Nikt nie zasługuje na akty przemocy, a winę za nie zawsze ponosi oprawca. Jeśli widzisz, że twój partner cię nie szanuje, a ty nie czujesz się przy nim bezpiecznie, zgłoś się na konsultację do psychologa. Profesjonalista pomoże ci spojrzeć na swoje małżeństwo bardziej obiektywnie i doradzi, co możesz zrobić w takiej sytuacji. Pamiętaj, że jeśli ktoś raz podniósł na ciebie rękę, jest ogromna szansa, że zrobi to ponownie, a z czasem te jednorazowe incydenty staną się normą. Możesz również zadzwonić na Niebieską Linię (801 12 00 02) – tam również możesz liczyć na niezbędne porady i pomoc.

 

Jeśli już decydujesz się odejść, zabezpiecz się finansowo. Jeżeli ty i twój małżonek macie wspólne konto bankowe, załóż własne i przelej na nie część pieniędzy. Kiedy wyprowadzisz się do osobnego lokum, staraj się zmieniać trasy, jakimi chodzisz do pracy, sklepu czy domu, a także unikaj miejsc, w których twoim zdaniem może pojawiać się oprawca.

 

Jeśli chcesz pozostać we wspólnym mieszkaniu, możesz usunąć z niego sprawcę. Może to się stać w drodze postępowania cywilnego, na gruncie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Jeżeli członek rodziny swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, ofiara przemocy ma prawo żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania. Aby to zrobić, należy złożyć wniosek, w którym udowodnisz, że w związku ma miejsce przemoc. Dowodami mogą być zeznania świadków, notatki lub protokoły policji, która wzywana była w związku z agresywnym zachowaniem jednego z domowników, a także wyniki obdukcji lekarskich.