Dlaczego boimy się być sobą?

 Z jednej strony ciągle słyszymy, że przyszło nam żyć w indywidualistycznym społeczeństwie, które najbardziej ceni sobie bycie wyjątkowym i postępowanie w zgodzie ze sobą. Z drugiej nietrudno zauważyć, że w przypadku wielu osób to tylko puste hasła: znacznie łatwiej jest postępować konformistycznie i dostosowywać się do innych. Dlaczego bycie sobą bywa takie trudne? Z jakiego powodu boimy się pokazać otoczeniu swoją prawdziwą twarz?

 

Wielu ludzi ukrywa własne poglądy, zainteresowania, nietypowe cechy i słabości. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyną takiego stanu rzeczy z pewnością jest przede wszystkim strach przed odrzuceniem i brakiem akceptacji otoczenia. Obawiamy się tego, jak zostaną odebrane nasze słowa i czyny. Przebywając w jakimś towarzystwie, często nieświadomie dostosowujemy do niego swoje gesty, sposób wypowiadania się oraz zachowanie. Osoby, które nie potrafią nagiąć się do otoczenia, nazywamy źle wychowanymi lub egoistycznymi. Z jednej strony lubimy jasno określone zasady, ład i porządek, a z drugiej marzymy o większej swobodzie i szczerości.

 

Od dziecka słyszymy, że powinniśmy definiować swoją wartość w oparciu o sympatię i aprobatę innych osób: „Jak będziesz taki humorzasty, to nikt nie będzie cię lubił”, „Zachowując się tak, przynosisz mi wstyd. Co ludzie sobie o nas pomyślą?”, „Jeśli nie zadbasz trochę o siebie, żaden facet cię nie zechce”. Tego typu komunikaty sprawiają, że podświadomie zaczynamy uznawać opinie otoczenia za główny wyznacznik naszych wad i zalet, a liczba znajomych i przychylnych nam osób staje się wyznacznikiem życiowego sukcesu. Uczymy się, w jaki sposób zabiegać o sympatię oraz podziw i dopasowujemy się do sztucznie wykreowanego „ideału”. Dość szybko dowiadujemy się, że istnieją opinie, którymi nie należy się dzielić, defekty wyglądu oraz zachowania, które wypada ukrywać, a także cechy powszechnie uznawane za negatywne oraz takie, które zapewniają społeczną aprobatę.

 

Oczywiście, chęć przypodobania się innym jest zupełnie normalna i naturalna. Człowiek jest istotą społeczną, co oznacza, że do dobrego funkcjonowania potrzebuje wsparcia życzliwych mu osób. Nasze szczęście zależy m.in. od tego, czy mamy w swoim życiu kogoś, komu możemy ufać i kto pomoże nam w trudnych chwilach. Nie oznacza to jednak, że w imię romantycznego związku, przyjaźni czy innych więzi warto zatracać samego siebie. Jeśli bez nieustannej aprobaty innych czujemy się niekompletni, powinniśmy potraktować to jako sygnał ostrzegawczy. Nie da się przypodobać wszystkim i dostosować się do każdego, kogo spotkamy na swojej drodze. Poza tym, czy zdobyta w tej sposób sympatia rzeczywiście poprawia naszą samoocenę? Przecież w głębi duszy musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nasi znajomi w rzeczywistości lubią nie nas, a nasz sztucznie wykreowany, nieprawdziwy wizerunek. W takich relacjach jesteśmy zmuszeni do nieustannego kontrolowania swojego zachowania i kontynuowania iluzji, którą sami stworzyliśmy. Co gorsza, w pogoni za akceptacją społeczną robimy rzeczy, na które nie mamy ochoty i tolerujemy przekraczanie naszych granic. Takie postępowanie nie tylko nie przyniesie nam szczerych, prawdziwych przyjaźni, ale również sprawi, że będziemy nieszczęśliwi, a nasze poczucie własnej wartości będzie się jedynie obniżało.

 

Jak ocenić, czy twoje dążenie do aprobaty społecznej mieści się w normie, czy może jest zbyt desperackie? Przede wszystkim zastanów się, jak często czujesz, że nie możesz pozwolić sobie na szczerość i spontaniczność. Czy masz wrażenie, że twoi bliscy nie zaakceptowaliby cię, gdyby poznali prawdę o tobie? Czy masz w swoim otoczeniu osoby, przy których naprawdę możesz być sobą? Jeśli nieustannie udajesz kogoś innego lub masz wrażenie, że bez swojego partnera, przyjaciół lub znajomych jesteś nikim, czas na poważne zmiany.

 

Jeśli nie chcesz żyć wbrew sobie i zatracić własnej wyjątkowości, czas popracować nad pewnością siebie oraz samoakceptacją. Być może to banał, ale nie możesz liczyć na to, że inni obdarzą cię szczerą sympatią, jeśli nie polubisz samego siebie. Zdaj sobie sprawę, że nie musisz nikogo udawać ani niczego udowadniać. Wielu z nas ma problem z choćby krótkotrwałą samotnością: boją się zostać sam na sam z własnymi myślami. Zagłuszają samotność telewizją, internetem i innymi zdobyczami techniki. W obawie przed życiem w pojedynkę zapraszają do swojej codzienności przypadkowych ludzi, wiążą się z niewłaściwymi osobami, a nawet biorą ślub z kimś, kogo tak naprawdę nie kochają. Wszystko dlatego, że pozwolili sobie wmówić, iż to właśnie relacje społeczne definiują wartość człowieka. Tymczasem najważniejszy związek w naszym życiu to ten, który tworzymy sami ze sobą. Dopóki nie nauczymy się czerpać przyjemności z chwil spędzonych w odosobnieniu i nie poświęcimy czasu na poznanie siebie, trudno nam będzie pozwolić na to komuś innemu.

 

Szukanie tzw. „drugiej połówki” jest błędem. Sami w sobie jesteśmy kompletnymi całościami. Relacja z inną osobą może przynieść nam wiele radości i spełnienia, ale nie powinna być sposobem na dopełnienie siebie i udowodnienie sobie, że jesteśmy coś warci. Celebrujmy chwile spędzane w samotności: przeczytajmy ciekawą książkę, weźmy odprężającą kąpiel, poćwiczmy lub ugotujmy sobie coś smacznego. Rozwijajmy swoje pasje i talenty. Wybaczajmy sobie błędy i nie rozpamiętujmy bez końca popełnionych przez siebie gaf. Prawdziwi przyjaciele z pewnością nie odwrócą się od nas tylko dlatego, że powiedzieliśmy lub zrobiliśmy coś głupiego. A jeśli ktoś to zrobi – nie warto się nim przejmować. Nie potrzebujemy w swoim życiu osób, które nie akceptują nas takimi, jacy jesteśmy.