Alkoholik w garniturze – alkoholizm może zdarzyć się różnym osobom

 
 
W maju 2016 roku polski Bussines Insider opublikował artykuł Marcina Cieślaka o HFA (High Functioning Alcoholics) czyli tzw. alkoholikach „z klasą”. Chociaż ludzka świadomość w zakresie alkoholizmu poprawiła się znacznie w ostatniej dekadzie, to jednak wciąż łatwiej nam przyjąć następujący wizerunek alkoholika: stare, wiele dni niezmieniane ubrania, czerwona twarz, skołtuniona, brudna broda, zepsute zęby – taki Pan X spod sklepu lub dworca. Okazuje się jednak, że na alkoholizm chorować może Pan Y ubrany w drogi garnitur, z markowym zegarkiem, dobrym autem i pracą marzeń.
 
Odosobnione przypadki?
 
Tak właśnie można by pomyśleć, bo jakie „bogaci” mogą mieć problemy? Jaki jest powód, dla którego mieliby wpaść w alkoholizm? Tymczasem zgodnie z artykułem pana Cieślaka w USA co piąty alkoholik to HFA. W Polsce nie ma póki co wielu badań na ten temat, dlatego trudno porównywać. Jednak z nielicznych badań prowadzonych przez placówki naukowe wynika, że wśród pracowników korporacji 18% pije alkohol codziennie, a 40% kilka razy w tygodniu. Statystyki są niepokojące. 
 
Na temat alkoholizmu w Polsce pisze Newsweek (https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/alkoholizm-jak-pije-polska-klasa-srednia/zb7xlqy). Przywołuje to, o czym już pisaliśmy. O HFA nie jest wiadomo wiele, ale 9 % alkoholików to bezdomni, Ci z marginesu. Mówi się, że do tych, którzy radzą sobie na co dzień – zarabiają dobrze, mają rodziny – należy 20% uzależnionych od alkoholu. To całkiem sporo zważywszy na to, że szacuje się, że alkoholu nadużywa 3 miliony Polaków z czego jedynie troszkę ponad 600 tys. jest zdiagnozowanych. 
 
Alkoholizm może być drogą na margines społeczny. Psychologowie i psychoterapeuci ostrzegają, że wszechobecny wyścig szczurów sprawia, że człowiek szuka sposobów na „spuszczenie z siebie” napięcia. Możliwości są różne– niektórzy wybierają picie, żeby się odprężyć. Często są to Ci, na których ciąży duża presja. 
 
Szczególne cechy HFA?
 
Według terapeutów i psychologów HFA wyróżniają się wyjątkowo pod jednym względem – unikają pomocy jak ognia. Nawet jeżeli już czują, że coś jest nie tak, to zaprzeczają. Piją dużo i regularnie, ale przecież piją nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą, np. lubią smak wina. Mówią sobie, że nie są uzależnieni od alkoholu, bo przecież wypełniają swoje obowiązki często wzorowo i nie stoją pod sklepem. Nie kupują najtańszej wódki, tylko drogie whiskey. I nie rozmawiają o częstym piciu alkoholu – bo o czym tu mówić, przecież wszystko jest w porządku…
HFA potrafią udowodnić sobie i innym, że nie mają problemu z alkoholem. Jeżeli będzie to konieczne będą w stanie powstrzymać się od picia. Zdarza im się nawet, kiedy zaczynają odczuwać wyrzuty sumienie po kolejnym „kacu moralnym”  nie pić przez kilka dni i być z tego dumnym. Alkoholizm to jednak nie kwestia powstrzymania się od picia przez kilka dni
 
Dobry alkohol i doborowe towarzystwo do picia – wszyscy dookoła piją, więc to przestaje być złe. Porównujemy się do innych, a inni są podobni, więc problemu nie ma. Powody mogą być różne – szybkie tempo życia, współzawodnictwo, nie tak idealne relacje z bliskimi. Myślimy sobie – to żaden alkoholizm, po prostu lubię smak wina/whiskey/innego alkoholu, to tylko odrobina. 
 
HFA często są uważani za świetnych pracowników. Bo praca jest ich głównym oparciem – daje poczucie stabilizacji tam musi się pojawić i robić swoje. W firmie nikt nawet nie musi ich uwielbiać. Alkoholikom zwykle nie chce się zbyt bardzo iść do pracy, przyjemniej byłoby im w spokojnym domu, ale pracy nie będą chcieli zawalić, więc będą się starać– praca jest w końcu idealną przykrywką. Można udawać, że wszystko jest ok, że uzależnienie od alkoholu ich nie dotyczy. 
 
Ukrywać uzależnienie można długo
 
Jeżeli ma się pieniądze, można jeść zdrowo, zażywać suplementy, chodzić regularnie na siłownię, do kosmetyczki i kupować wszystkie te rzeczy, które pomagają nam zachować względne zdrowie. W pewnym momencie nadchodzi kryzys i rosnąca świadomość, że winny jest alkohol, ale często nawet to nie jest moment, w którym alkoholizm się kończy, ponieważ uzależnienie jest niezwykle silne. 
 
Tak naprawdę na początku HFA najczęściej szuka pomocy, bo przerażają go konsekwencje i straty, które powoduje alkohol. HFA to często ludzie, którzy w życiu osiągali sukcesy, które zbudowały ich poczucie własnej wartości, dlatego czują się zdolni do przejęcia kontroli nad piciem. Ale to nie picie jest głównym problemem, ale to emocje, z którymi nie jest w stanie sobie poradzić uzależniony. Terapia nie jest kursem trzeźwości, ale  uczy radzić sobie z życiem i emocjami na trzeźwo. Leczenie uzależnienia jest trudne, bo nie polega na odzwyczajeniu ciała od alkoholu, a umysłu od przyjemności z upojenia, lecz zrozumieniu siebie.