Wysoka samoocena drogą do sukcesu – popularny mit

Wszyscy dokoła mówią nam, że mamy nosić wysoko podniesioną głowę, iść przed siebie pewnym krokiem i po prostu wierzyć w siebie – swoje przekonania, działania i marzenia. Zaczynamy więc budować wokół siebie mur mówiący „Co to nie ja…” i udajemy, że niczego się nie boimy i jesteśmy najlepsi, czasami nawet zaczynamy nawet w to wierzyć, nawet jeżeli wcale jeszcze nie jesteśmy tacy super, jak myślimy. Skąd powinna brać się nasza pewność siebie?

 
 
Dlaczego pewność siebie jest „cool”?

 
 
Świat lubi zwycięzców – bohaterowie, gwiazdy, biznesmeni, wszyscy sławni i bogaci są świadomi swoich zdolności, wyjątkowości i z odwagą, której brak „śmiertelnikom” realizują swoje zamysły. Osoby z wysoką samooceną są według badaczy otwarte na nowości, pełne zaufania do siebie i innych, a przez to raczej radosne, przyjaźnie nastawione i mają wyższy wskaźnik szczęścia. Wszystko to ma przekładać się na ich sukcesy w szkole, pracy i życiu prywatnym. Osoby, które nie są pewne siebie, są raczej kojarzone z lękliwością, nerwowym zachowaniem, wycofaniem z życia społecznego i skłonnościami autodestrukcyjnymi i nie wieszczy się im powodzenia w wymienionych sferach życia.

 
 
 
Wszystko to działa na zasadzie starego dobrego koła – osoby z wysoką pewnością siebie działają w sposób pozwalający na rozwój i zdobywanie kolejnych szczebli kariery, edukacji czy też rozwijanie związków z innymi ludźmi. W efekcie osiągają sukcesy, które budują pewność siebie osoby i z wysokim mniemaniem o swoich możliwościach i wierze w swoje umiejętności jest w stanie osiągać kolejne sukcesy, które będą ją napędzać – i tak w kółko. Osoba, która nie wierzy w swoje siły, nie będzie w stanie wdrożyć w swoje aktywności rozwiązań, które wymagają pewności siebie i pomagają osiągnąć sukces. Zmierzając się z porażką, utwierdzać będzie się w przekonaniu o swojej nieudolności, co będzie prowadzić do wycofania z działań i kolejnych porażek. Taki schemat jest logiczny.

 
 
Czy można mieć ZA WYSOKĄ samoocenę?

 
 
Z tym tematem zbliżamy się trochę do pojęcia narcyzmu – bo i w tym przypadku coraz więcej badań wykazuje, że zbyt wysokie poczucie własnej wartości w określonych sytuacjach może nas dodatkowo pogrążyć. Powinno być ono adekwatne do osiąganych sukcesów. Jeżeli dobry lider ma wysoką samoocenę, dzięki czemu pracownicy, którym przewodzi, czują się bezpiecznie i pewni siebie, to napędza to pracę zespołu. Sprawia, że w przypadku nieprzewidzianego problemu nie tracą głowy i potrafią sobie poradzić z sytuacją. Po drugiej stronie można postawić młodego pracownika, który popełnił niezaprzeczalne błędy, ale nie widzi swojego nie profesjonalizmu, lecz obraża się za to, że kierownik odebrał mu odpowiedzialne zadanie lub poprosił o poprawienie projektu, ponieważ wysokość pewności siebie tego pracownika jest nieadekwatna do jego zdolności i osiągów.

 
 
Jedno z przeprowadzonych na ten temat badań przez specjalistkę od psychologii rozwojowej i problematyki osobowości wykazało, że osoby z wysoką samooceną często przejawiali niski stopień odporności na krytykę i reagowali negatywnie na osoby, które nisko oceniały ich pracę. Badaczka wywnioskowała, że to nie niska samoocena jest jedną z przyczyn, dla których niektórzy ludzie skłaniają się do dokonania przestępstw – wręcz przeciwnie, według niej to osoby z wysoką samooceną mogą dopuścić się przestępstwa.

 
 
A jednak światem – zwłaszcza USA – nadal rządzi mit o wyższości wysokiej samooceny (jak go nazwała Wilhelmina Wosińska – autorka artykułu na ten temat). Przekonanie o wyższości pewności siebie wykształciło się na przełomie lat 60. I 70. Uważało się ją za lek na wszelkie niepowodzenia. Podejmowano więc próby podniesienia poczucia własnej wartości społeczeństwa. Powstawały nawet kursy wysokiej pewności siebie dla bezdomnych.

 
 
Skutki mody na przekonanie o byciu najlepszym?

 
 
Przekonywanie dziecka, że powinno mieć bardzo wysoką samoocenę, nawet jeżeli jego chwilowe osiągnięcia, np. w kwestii zachowania wobec innych dzieci lub w szkole nie są na najwyższym poziomie, może okazać się słabym pomysłem. Jak to robiono? Np. wręczając wszystkim uczestnikom te same nagrody za udział w zawodach bez względu na miejsce, które zajęło dziecko lub ocenianie tą samą oceną osobę, która uczęszcza na zajęcia i dobrze pisze testy i tą, która nie osiąga tak dobrych wyników, ale ma np. 100% obecność na zajęciach – uczy to dzieci i młodzież, że nie ma sensu wysilać się zbytnio, skoro i tak zostanie się nagrodzonym. Panował również powszechny pogląd, że dziecko, które nie radzi sobie ze stawianymi przed nie wymaganiami (oczywiście takimi, które były stawiane przed całą resztą uczniów, np. umiejętnością mnożenia w konkretnej klasie) nie powinno spotykać się z gniewem lub być świadkiem okazywania frustracji, lub wstydu przez swoich rodziców, ponieważ to jeszcze bardziej może obniżyć jego poczucie własnej wartości.

 
 
Gdy ta moda zawładnęła światem, równocześnie przeciwnicy opisanego podejścia ostrzegali, że pochwały i nagrody przyznawane wówczas, gdy dziecko nie zasłużyło na nie, doprowadzą do tego, że sukces straci na wartości w oczach chwalonej osoby, ponieważ i tak jest chwalona za wszystko. Wysunięto teorię, że wysoka samoocena jest nie źródłem sukcesów, ale ich rezultatem. Dzisiaj w pewnym sensie efekt wpajania ludziom pewności siebie zaczyna być widoczny – zwłaszcza w szkołach publicznych. Twierdzenie przez nauczycieli, że dziecko ma zaległości lub nie dorównuje reszcie kolegów, traktuje się wręcz jako niepoprawne politycznie. Zamiast posadzić dziecko przy stole i pomóc mu w nauce, idziemy do nauczycielki, zarzucając jej, że jest złą nauczycielką, nie przygotowała uczniów do przerabiania tematu lub w ogóle nic nie robi. Zabawne? W dzisiejszych czasach praca nauczyciela jest o tyle trudniejsza, że opiekunowie dzieci często nie wspierają wysiłków nauczycieli. System oceniania i krytyka na etapie wychowania i edukacji służy właśnie przygotowaniu dziecka do dorosłego życia.