Więcej dawaj niż bierzesz

 Związki międzyludzkie to kombinacja dwóch czynników: dawania i brania. Będąc z kimś w relacji, ofiarowujemy mu wiele cennych rzeczy: swój czas, uwagę i zaangażowanie. Z drugiej strony, nie pozostaje to bez wzajemności. Kiedy jesteśmy w udanym związku, otrzymujemy od partnera naprawdę wiele. Często przyzwyczajamy się do takiego stanu rzeczy i stajemy się roszczeniowi, wymagając coraz więcej. Łatwo wówczas zapomnieć o tej wymianie. Tymczasem by pozostawać w równowadze, musimy również (a może przede wszystkim) dawać coś od siebie.

 

Początki znajomości dwojga potencjalnych partnerów życiowych przypominają to, co dzieje się na targu, na którym każdy zachwala swoją ofertę, chcąc przekonać do niej potencjalnych nabywców. Kiedy dostrzegamy kogoś, kto nam się podoba, staramy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, by zwrócić na siebie jego uwagę. Flirtujemy, dbamy o swój wygląd bardziej niż dotychczas, staramy się sprawiać wrażenie miłych i inteligentnych. Poświęcamy danej osobie czas, uwagę i inwestujemy w nią swoje emocje. Wyświadczamy jej przysługi, pomagamy i troszczymy się o nią.

 

Z drugiej jednak strony, wiele osób już na tym początkowym etapie wpada w pułapkę roszczeniowego myślenia. Wielu z nas od dziecka słyszało, że w bliskich relacjach należy przede wszystkim dawać, a poświęcanie się dla ukochanej osoby i rodziny jest cnotą. Naturalną koleją rzeczy był bunt wobec takich przekazów. Nie chcieliśmy stawiać wszystkiego na jedną kartę, czyli bliski związek, a także nie mieliśmy zamiaru nieustannie odkładać własnych potrzeb na bok. Obserwując swoich rodziców i dziadków, wyciągaliśmy wnioski z ich zachowania i nie chcieliśmy powielać ich błędów. Zamiast wiecznie dostosowywać się do innych, zaczęliśmy brać sprawy w swoje ręce. Już nie zadowalamy się kimkolwiek, kto się nami zainteresował: mamy swoje wymagania i oczekiwania względem tej osoby.

 

Z jednej strony takie podejście jest godne pochwały. Dzięki niemu nie wikłamy się w relacje bez przyszłości i nie poświęcamy się bez końca dla osób, które tego nie doceniają. Zaczęliśmy słuchać siebie, swoich odczuć i potrzeb. Nie czekamy na bohatera, który nas uratuje i odmieni nasze życie. Wprost przeciwnie – nie pozwalamy, by miłość była jedyną istotną rzeczą w naszej codzienności i nie chcemy, by zdominowała ją w stu procentach. W przeszłości wiele osób (zwłaszcza kobiet) popełniało podstawowy błąd: zatracało się w relacji i bezmyślnie dostosowywało do zachcianek partnera. Takie postępowanie to prosta droga do tego, by nasza „druga połówka” straciła nami zainteresowanie i przestała nas szanować.

 

Niestety, hołdując takiemu myśleniu, często wpadamy w inną pułapkę. Od lat powtarzamy sobie, że zdrowy egoizm to nic złego i należy go pielęgnować. Ale czym właściwie jest ten „zdrowy”, dobry egoizm? Kiedy kończy się właściwa ekspresja miłości własnej, a zaczynają narcyzm i egocentryzm?

 

Ulegamy pewnym uproszczeniom i skrótom myślowym. Koncentrujemy się na tym, co chcielibyśmy otrzymać o partnera, zapominając, że „do tanga trzeba dwojga”, a związek nie ma szansy na powodzenie, jeśli jedna ze stron nie czuje się w nim ważna i szczęśliwa. W dodatku niejednokrotnie zapominamy, że partner życiowy nie ma obowiązku rozwiązywania wszystkich naszych problemów i zaspokajania każdej potrzeby.

 

Wiele osób wpada w schemat nadmiernych, nierealistycznych oczekiwań. Mówią: „mój wymarzony facet/kobieta powinien dawać mi poczucie bezpieczeństwa, dowartościowywać mnie i zapewniać mi szczęście”. Tymczasem wszystkie te rzeczy powinniśmy „dawać” sobie sami. Jeśli chcemy być zadowoleni z życia, nie możemy snuć się ze skrzywioną miną, poszukując kogoś, kto nas pocieszy. Jeśli mamy kompleksy, nie powinniśmy czekać, aż ktoś inny dostrzeże w nas piękno – sami musimy je w sobie odkryć. Człowiek świadomy własnej wartości i pewny siebie jest znacznie bardziej atrakcyjny niż ten nadmiernie skromny i wycofany.

 

Aby uczciwie brać, trzeba również dawać. Nie bez powodu mówi się, że „z pustego i Salomon nie naleje”. Dopóki nie znajdziemy w sobie pozytywnych cech, które rzeczywiście polubimy, nie mamy zbyt wiele do zaoferowania potencjalnemu partnerowi. Osobie szczęśliwej, dowartościowanej i spokojnej dawanie przychodzi naturalnie. Taka osoba wie, że nie musi się poświęcać, by stworzyć szczęśliwy, harmonijny związek. Daje tylko to, co chce i może ofiarować. Nie zmusza się do niczego i nie pozwala na to, by jej potrzeby były ignorowane. Rozumie, że jej partner jest autonomiczną jednostką, ponieważ sama również potrzebuje wolności i przestrzeni tylko dla siebie. Jednocześnie samo przebywanie z nią jest wielką radością i wartością dodaną.

 

Udany związek dwojga kochających się ludzi to przede wszystkim umiejętność zachowania równowagi pomiędzy braniem i dawaniem. Taki stan rzeczy jest możliwy, o ile zostanie spełnionych kilka warunków. Po pierwsze, należy szanować odrębność drugiej osoby i nie oczekiwać, że z niej zrezygnuje na rzecz związku. Po drugie, trzeba kochać siebie i dbać o zaspokajanie własnych potrzeb. Jeśli sami będziemy szczęśliwi i spełnieni, dawanie przyjdzie nam naturalnie.