Konsekwentna zawsze i wszędzie — czy to dobre podejście?

Czułeś kiedyś coś w rodzaju swędzenia w mózgu, kiedy zostawiłeś jakąś sprawę niedokończoną? Z pewnością wielu z nas rozpoczynało jakieś szkolenie lub studia i w pewnym momencie chciało je rzucić, ale ostatecznie dochodziło do wniosku „tyle już się przemęczyłem, wytrzymam do końca”. Jeżeli jednak zdecydowaliśmy się przerwać pewne zadanie w trakcie jego realizacji, możliwe, że będzie siedzieć w naszej pamięci uparcie i wypływać na wierzch przed tymi z czynności, które udało się nam doprowadzić do końca…

Efekt Zeigarnik

W 1927 roku Blumy Zeigarnik prowadziła swoje badania dotyczące pamięci i motywacji człowieka. Badaczka sformułowała tezę, zgodnie z którą ludzie lepiej zapamiętują te czynności, których nie udało się im dokończyć. Najprawdopodobniej wierzyła, że jeżeli osoba wykona jakieś ze swoich zadań, a wykonanie tego zadania wywoła u niej satysfakcję, dochodzi do „zamknięcia” tego zadania (tak jak zamyka się np. zadanie w grze komputerowej po jego wykonaniu), a nasz umysł gorzej radzi sobie z jego przypominaniem.

Jej eksperyment polegał jednak na tym, że to inna osoba decydowała za badanych, których zadań nie wolno im dokończyć. Dziś więc psychologowie i badacze skłaniają się do wniosku, że umysł chętniej przypomina sobie o zadaniach, których zrealizowanie im przerwano. A jak jest, kiedy z własnej woli z czegoś rezygnujemy?

„Trzeba być konsekwentnym!”

No właśnie… Od najmłodszych lat dorośli tłumaczą uparcie dzieciom, że jak się coś zaczęło, to trzeba to skończyć. Wziąłeś klocki do zabawy, trzeba je odłożyć. Zacząłeś robić zadanie domowe, musisz je skończyć. Zabrałeś się za sprzątanie pokoju? Dokończ. Chciałeś iść na lekcje rysunku? Musisz chodzić do końca semestru. Wziąłeś się za studia? Musisz zrobić dyplom. Tylko czy na pewno?

Sprzątanie poczeka (chociaż oczywiście miło, jak jest czysto), rysowanie może się okazać nudne i trudne, a wybrany kierunek studiów od pierwszych zajęć zdaje się nietrafiony. Może czasami nie warto być konsekwentnym? Nie mylmy samodyscypliny z upartym brnięciem w coś, na czym nam nie zależy.

 

„Kiedy rzucałam pierwsze studia, miałam wrażenie, że moja rodzina się mnie wstydzi. Nie byłam czarną owcą, bo jako jedyna osoba w rodzinie w ogóle wybrałam się na studia, ale czułam to w ich spojrzeniu, to przekonanie, że sobie nie poradziłam. Babcia powiedziała, że jak nie skończę kolejnych, to mnie wydziedziczy – nikt nie wierzył, że skończę drugie. Teraz są ze mnie dumni, bo radzę sobie dobrze w pracy i finansowo jestem w najlepszej sytuacji z całej rodziny. Ja sama jestem z siebie dumna, bo miałam odwagę przeciwstawić się oczekiwaniom innych, którzy chcieli zrobić ze mnie lekarza, żeby zostać dziennikarką niezwiązaną miejscem ani czasem i to jeszcze dobrze zarabiającą.”.

 

Czasami trzeba po prostu odejść...

Porzucenie jakichś planów, które na siłę staramy się zrealizować, może być wyzwoleniem. Wiele osób męczy się, spełniając cudze marzenia – studiuje, żeby zostać prawnikiem, pnie się po drabinie korporacyjnych stanowisk, odkłada pieniądze na dwupiętrowy dom z ogrodem, a kiedy w końcu ci ludzie zdają sobie sprawę z tego, że wcale tego wszystkiego nie chcą, rozpoczyna się lepszy etat w ich życiu.

 

„Mieszkanie w Krakowie wynajęliśmy. Mój chłopak może pracować zdalnie. Zamiast ustatkować się, zaczęliśmy intensywnie pracować. Po miesiącu mieliśmy pieniądze na wyjazd. Dwa miesiące w Indiach. Powrót na chwilę. Dorabianie sobie na kolejny wyjazd. Potem Afryka troszkę dłużej, bo po zrealizowaniu planu doszliśmy do wniosku, że mamy jeszcze pieniądze i nigdzie się nam nie spieszy.”

 

Nie zawsze trzeba kończyć to, co się zaczęło. Przedstawione cytaty pokazują, że są osoby, które mają odwagę iść pod prąd i być szczęśliwym, ale wciąż jest wiele osób, które np. zamiast studiować, za namową rodziców wybrały technikum i zawód, który ich nie interesował i teraz próbują połączyć pracę w zawodzie, którego nie lubią ze studiami, o których marzyli i nie są szczęśliwi. Są też tacy, którzy pod naciskiem rodziców skończyli jakieś studia, których sami nie wybrali i tkwią w przekonaniu, że do niczego się nie nadają. Nawet z codziennych małych spraw warto czasem zrezygnować — poszedłeś na denny film do kina i modlisz się, żeby już się skończył, bo możesz zrobić w tym czasie coś ciekawszego? Po prostu wyjdź.

„To moja decyzja”

Okazuje się rzeczywiście, że ludzie rzadziej cierpią z powodu wspomnienia o rzeczach, z których same zrezygnowały, o wiele większy żal odczuwają na myśl o zadaniach przerwanych przez jakiś czynnik zewnętrzny.

 

„Uczyłam się hiszpańskiego na studiach zaocznych, ale wiadomo jak jest — zajęcia raz na dwa tygodnie, często jakieś zajęcia wypadają. W końcu studia się skończyły. Coś z tego hiszpańskiego umiem, ale pojedyncze słowa i zdania. Długo nie miałam pieniędzy na wznowienie lekcji, a bardzo mi na tym zależało przede wszystkim dlatego, że mój chłopak mówi biegle i mamy wiele znajomych posługujących się tylko tym językiem. W tym roku znalazłam więcej czasu i właśnie zaczęłam uczyć się sama. Dwa lata nie dawało mi to spokoju!”

 

Podobnie jest z bolączkami dorosłych już „niespełnionych” sportowców. Wielu z nas ma żal do siebie samego i całego świata o to, że nie mogło trenować w młodości, ze względu na przeprowadzkę, sytuację rodzinną, problemy zdrowotne. Przerwane przez kogoś lub coś zadanie zostaje w naszej pamięci na długo i nie daje nam spokoju. A ta konsekwencja w działaniu? Są rzeczy, które musimy zrobić — zarobić na mieszkanie, zadbać o siebie, swoich bliskich i swój dom, ale jest też mnóstwo czynności, których nie musimy wykonywać, a robimy to tylko dlatego, że ktoś kiedyś nas do tego przekonał. Jeżeli nie czujesz satysfakcji ze swojego życia, odważ się iść inną drogą, niż wytyczył Ci los lub inni ludzie. Możliwe, że nie będzie to łatwa droga, ale uczucie wolności, które daje kroczenie nią, jest wyjątkowe.