Cel w życiu – wyzwolenie czy kajdany?

Bez celu w życiu czujemy się zagubieni – doskwiera nam niepokój związany z codzienną monotonią i brakiem progresu. Kobiety oczekują od mężczyzn, żeby Ci kroczyli pewnym krokiem do realizacji swoich marzeń. Mężczyźni chcą od kobiet, aby te dbały o więcej niż wygląd i dom, żeby się spełniały, miały swoje pasje. To te pasje sprawiają, że wyróżniamy się w tłumie innych ludzi, lecz w pogoni za aprobatą innych często zapominamy o tym, że cele powinny nam służyć, a nie stawać się naszą obsesją.

Cele nierealne i niepotrzebne

Nie jest łatwo wyróżnić się z grupy, a każdy z nas pragnie czasami czuć się lepszy od innych, dostrzeżony, doceniony. Zdarza się, że ulegamy sile celów, które przed sobą stawiamy. Stają się dla nas łańcuchami, które przykuwają nas do ziemi, a przecież mają być sposobem na realizację naszego potencjału. Bywa, że skupiamy się na nich tak bardzo, a ich realizacja jest tak ważna, że stajemy się nieszczęśliwi, dążąc do czegoś, co miało dać nam szczęście.

Jedni z nas chcą robić karierę i porywa ich wyścig szczurów, drudzy chcą konkurować w sporcie z zawodnikami z całego świata, a następnie zwycięstwo zasłania im radość z treningu… Zakładamy, że realizując jakiś ze swoich celów, będą mieli powód do dumy i zadowolenia z siebie. Problemy w ich osiągnięciu mogą za to wpłynąć na naszą kondycję psychiczną.

Szczęście = spełnienie marzeń?

„Marzenia się zmieniają – jako dwunastoletnia dziewczynka jeździłam konno i moi rodzice nie mieli nigdy pieniędzy na to, abym trenowała z najlepszymi, ale marzyłam o tym, że zostanę najlepszym jeźdźcem na świecie. Potem w liceum wśród ludzi, którzy tak strasznie chcieli zostać lekarzami, ja też uważałam, że spełnienie tych oczekiwań nauczycieli i rodziców przyniesie mi szczęście. Lata mijały, moje pragnienia się zmieniły, a co ciekawsze, jestem szczęśliwa, mimo że nie spełniłam tych celów.”

Czy może być tak, że cele nie są po to, żeby je spełniać, ale po to, żeby po prostu nadawać nam kierunek. Jak łatwo byłoby osiągnąć szczęście, gdyby zależało ono od osiągnięcia celów, które sobie założyliśmy. Dla niektórych z nas trudniejsze jest podjęcie decyzji o rezygnacji z wyścigu, niż kontynuowanie go, lecz praca nad spełnianiem jakiegoś pragnienia jest jak stawianie kolejnych kroków, gdy z każdym z nich stopy stają się cięższe, jeżeli ważne jest dla nas tylko dotarcie na szczyt, a nie droga.

Jak marzenie staje się batem?

Cele nie pojawiają się znikąd, same… Sami sobie je wyznaczamy. Nikt nam ich nie podrzuca, nikt nie zmusza nas do ich realizacji – jedyny przymus tkwi w naszej psychice. Warto jest stawiać sobie cele, dzięki którym będziemy się rozwijać i osiągniemy szczęście, ale żeby to robić, trzeba docenić to, co już się posiada i osiągnęło. Nie oznacza to wcale, że zadowalamy się czymś mniejszym, bo nie mieliśmy odwagi iść po więcej.

Droga do celu – jakiegokolwiek – nie musi zostać pokonana w jednym wielkim skoku. W przypadku kariery wspinamy się po stopniach, sportu i sztuce konkurujemy najpierw w lokalnych konkursach, potem krajowych, potem światowych. Krok za krokiem spełniamy swoje marzenia. Jeżeli jesteśmy pewni siebie, rozumiemy, że każde osiągnięcie w danej dziedzinie jest cegiełką, którą dokładamy, budując swoje szczęście. Akceptując to przekonanie, możemy stwierdzić, że samo dążenie do spełnienia stawianych sobie celów powinno sprawiać, że czujemy się szczęśliwsi. Jeżeli tak nie jest, może cel nie jest właściwy?