Bunt nastolatków – zaufać czy kontrolować?

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem, tylko już tego nie pamiętamy… Dużo się mówi o buncie nastolatków, różnicach pokoleń, dziecinności „młodych dorosłych”, niecierpliwości rodziców. Jak to jest z tym buntem? To fakt czy mit? Za mało ze sobą rozmawiamy? A może kłócimy się, bo nie potrafimy rozmawiać z dziećmi? To dzieci nie rozumieją jeszcze wiele rzeczy, czy to my nie pamiętamy, jak to jest być dzieckiem? 

 
Dziecko czy już dorosły?
 
 
Nasze małe, słodkie skrzaty zaczynają wyglądać jak dorośli, co więcej zaczynają się interesować sprawami, które są przeznaczone dla dorosłych – my oczywiście możemy nie być gotowi na ich wejście w dojrzewanie, co nie znaczy, że możemy je powstrzymać. Aby się dogadać, musimy przede wszystkim wiedzieć, co się dzieje z nastolatkiem, kiedy ten dorasta. 
 
 
Co się zmienia? Można powiedzieć, że nagle nie ma w pokoju ani dziecka, ani dorosłego, tylko rozjuszony osobnik, który neguje wszystko, co powiesz, najczęściej wypowiadanym słowem jest „NIE”, często wzmocnione warknięciem. Okres dojrzewania jest czasem, w którym młodzież często bywa rozdrażniona i potrzebuje przestrzeni osobistej – na jej ograniczenie też będą reagowali nerwowo. Stare zainteresowania się nudzą, znajdują się nowe. 
 
 
Do tego wszystkiego dochodzi trądzik, odkrywanie swojej seksualności, chęć zmieniania świata i walka z niemocą, nienawiść do zastanego porządku, a to wszystko w kotle ze zmianami hormonalnymi.  Niezły chaos, co? 
 
Ale skąd te głupie pomysły?
 
 
Nasze dzieci dojrzewając po prostu nas przerażają. Chcą znikać na całe dnie… a potem i noce, kiedy już odkryją imprezy i alkohol. Wynika to z chęci eksplorowania świata i poznawania nowego. Nie oszukujmy się – my też to robiliśmy. Też wychodziliśmy na imprezy, włóczyliśmy się po nocach ze znajomymi, odnajdywaliśmy swoje miejsce w sposób niekoniecznie przez naszych rodziców akceptowany. Mieliśmy pasje, które nie podobały się naszym rodzicom i najlepszych przyjaciół, których nie znosili. 
 
 
Pojawiają się próby eksperymentowania z alkoholem, narkotykami, papierosami, seksem – bo to, co zakazane, smakuje najlepiej, albo przynajmniej tak się zdaje – do pierwszego łyka lub rozczarowania. Mamy skłonność do powtarzania naszym najbliższym, żeby uczyli się na naszych błędach. Z tym, że to nie to samo. To, co odczujemy na sobie, zawsze daje najsilniejsze doznania i z tego wyciągamy wnioski. Nastolatki przeżywają tzw. kryzys tożsamości – określają kim są, stawiają sobie cele, kształtuje się ich osobowość. Nie należy im w tym przeszkadzać starając się ulepić ich na własną, rodzicielską modłę – trzeba z cierpliwością wspierać i obdarzać miłością (byle nie zbyt natarczywie).
 
Huśtawka nastrojów?
 
 
To normalne, bo przecież przemiany emocjonalne, hormonalne i fizyczne mieszają się w jednym czasie. Ciała się zmieniają – chłopcy mężnieją, przechodzą mutację, dziwczyny nabierają kobiecych kształtów, można zaobserwować przyrost tkanki tłuszczowej. Pojawiają się pryszcze, a reakcja lękowa na te zmiany jest wzmocniona zderzeniem z ideałem piękna przedstawianym przez social media, kolorowe magazyny i gwiazdy telewizyjne. 
 
 
Procesy neurohormonalne przyczyniają się do rozchwiania emocjonalnego do tego stopnia, że nastolatek, który przed chwilą się śmiał, może zaraz zalać się łzami. Młodzi mogą być nadwrażliwi, mieć skłonność do refleksji nad sobą i światem. 
 
Kim jestem?
 
 
Młodzi dorastając, szukają swojej ścieżki. W zależności od usposobienia, wychowania, emocji zmiany te przebiegają różnie. Niektóre córki dalej pozostają idealnymi, grzecznymi dziewczynkami, u innych budzi się ambicja, syn musi się wyszumieć, czasami dziewczynki starają się zdobywać akceptację kolegów poprzez odepchnięcie koleżanek. Wiele zależy od temperamentu danej osoby i wsparcia, które otrzymuje od najbliższych.
 
 
Rodzic powinien pamiętać, żeby nie wyśmiewać gustu swojego nastoletniego dziecka. W ten sposób nie tylko pozwalamy mu na cieszenie się tym, za czym przepada, ale także pokazujemy, na czym polega tolerancja. Nie znaczy to jednak, że mamy reagować akceptacją na wszystkie dokonywane przez potomka wybory. Każdy młody człowiek potrzebuje wyznaczenia pewnych torów, wskazania wzorców moralnych i stabilizacji, zwłaszcza, że jego świat nie jest poukładany, a on potrzebuje jeszcze czasu, żeby przemyśleć, kim jest lub kim chce się stać. 
 
Porozmawiajmy…
 
 
Nie od dziś wiadomo, że rozmawiać warto – pod warunkiem, że potrafimy nie tylko mówić i wymagać, ale także słuchać i chcieć się zmienić. Z nastolatkami dobrze się dyskutuje – często dużo chłonie i ma wiele wątpliwości. Ważne jest to, w jaki sposób zaczniemy rozmawiać – nikt z nas nie lubi konwersować z Panem/Panią Wszystkowiedzącymi. Rozmowa musi przebiegać w atmosferze szacunku – nie być przekazywaniem nakazów i zakazów, lecz sposobem na poznawanie siebie i drugiego człowieka.
 
 
Mimo wszystko trzeba pamiętać, że jesteśmy dorosłymi i powinniśmy mieć kontrolę, dobrą taktykę obierają więc rodzice, którzy wspierają się w podjętych przez siebie decyzjach. Warto zachowywać się niekonwencjonalnie – zaskoczenie dziecka w niektórych sytuacjach może dać naprawdę ciekawy efekt, kiedy zauważy ono, że jego rodzice nie wpisują się w stereotyp „starego zgreda”, który nie jest „na czasie”.
 
Nierozwiązany kryzys tożsamości
 
 
Nastolatek, który w procesie dojrzewania uzyskał mocne poczucie swojego „Ja”, celów, posiadł nowe wartości i ideały, w które wierzy i rozumie doświadczył uczucia miłości, poradzi sobie z kolejnymi czekającymi na niego zadaniami. Może podjąć odpowiedzialne obowiązki, które udźwignie, mimo ewentualnych przeciwności losu.
 
 
Osoba, która nie rozwiązała kryzysu tożsamości może być niestabilna emocjonalnie i mieć problem z nawiązywaniem zdrowych relacji z innymi ludźmi – przez brak właściwych wzorców nie nauczy się okazywać szacunku, tolerować innych czy np. panować nad swoimi zachowaniem. Taka „niedorosła” osoba będzie zdezorientowana, nie będzie potrafiła określić, kim jest. Osoby takie pozostawione bez pomocy mogą skierować się ku antyspołecznym zachowaniom w wyniku braku celu i nieustalonej tożsamości. 
 
Rodzicom na pomoc?
 
 
Nikt z nas nie urodził się rodzicem. Na to, jak wychowujemy własne dzieci, ma wpływ to, jak my byliśmy wychowani, nasza obecna sytuacja życiowa, stres, nasz temperament. Jeżeli czujemy, że coś jest nie tak, nie powinniśmy zrzucać winy za wszystkie kłopoty na buńczucznych  nastolatków. Czasami to młodzi są niesforni, czasem to nam brakuje cierpliwości i wiedzy na temat dorastania. Pomóc może lektura, rozmowa z innymi dorosłymi, z własnymi rodzicami, którzy ten horror mają już za sobą ;), a nawet terapia. Czasami warto skorzystać z wiedzy i umiejętności profesjonalisty – psychologa, terapeuty.

 

 

Z rodzicami pracują:

Marcin Król

Monika Winek