Bezradny rodzic prawie dorosłego człowieka

Już prawie dorośli, ale jednak jeszcze nie. Mają swoje pomysły na przyszłość. Nie przychodzą do nas tak często po radę. Chcą sami doświadczać rzeczy, chcą korzystać z tego, co oferuje im świat… A w naszej głowie ten „prawie dorosły” ze swoją przestrzenią osobistą, planami i potrzebami, wciąż nie jest osobą gotową na samodzielną podróż przez okrutny, współczesny świat. Tylko że nasze zdanie nie jest już dla niego najważniejsze, a my – rodzice – zostajemy w tyle w poczuciu bezradności.

Rodzic bez kontroli

W końcu każdego z rodziców czeka ten moment, kiedy poczucie się widzem, a nie uczestnikiem wydarzeń – zwłaszcza jeżeli chodzi o życie naszych dzieci. Przez długi czas jesteśmy centrum ich świata, ale to nie może trwać wiecznie. Nasze dziecko rozwija się, jego psychika komplikuje się coraz bardziej i nie tylko okazuje się, że jesteśmy pewni zaledwie małej części tego, co dzieje się w ich głowie, ale także że możliwość wpływania na podejmowane przez nie decyzji dramatycznie zmalała.

I co teraz?

Jeżeli nasze dorosłe lub prawie dorosłe dziecko osiąga sukcesy, dobrze sobie radzi i jest szczęśliwe, to cieszymy się razem z nim, towarzyszymy mu wtedy, kiedy obie strony mają na to ochotę i wszystko jest w porządku. Problem pojawia się, kiedy rodzic zaczyna się niepokoić, bo widzi, że coś jest nie tak. Nasze zwykle pełne energii dziecko jest zamknięte w sobie i niewyraźne, przestaje z nami rozmawiać, nagle rezygnuje z dotychczas ważnych dla niego rzeczy.

Przyczyny mogą być różne. Co najważniejsze, widzimy ból i zmęczenie dziecka i nie możemy się powstrzymać — musimy spróbować mu pomóc. W końcu to nasze dziecko – wiemy co dla niego najlepsze…

Wiem, co dla mnie dobre

Prawda. Twoje dziecko nigdy nie dorówna Ci życiowym doświadczeniem. Jesteś wiele lat do przodu, ale… kto powiedział, że jego doświadczenie nie jest wystarczające, żeby stanowić o sobie? Pamiętaj, że ono nawet nie musi przeżywać tego, co ty. Jego doświadczenia są i będą zupełnie inne od Twoich – nie do porównania. Świat, w którym dorasta, też jest inny, niż ten, w którym ty dorastałeś.

Twoje dziecko żyje w innej rzeczywistości. Ma innych rodziców, niż ty miałeś. Czego innego oczekuje się od nich w szkole niż oczekiwano od Ciebie. Ma też inne potrzeby i inne marzenia. Snucie opowieści w stylu „ja w Twoim wieku…” może się nawet okazać dla dziecka interesujące, ale nigdy nie powinieneś przedstawiać mu historii o swojej młodości jako wzorca. Jeżeli jednak nie próbujesz „naprostować” młodego człowieka, lecz chcesz zachęcić go do dialogu, pokaż mu w swoich historiach, że rodzic też miał kiedyś podobne problemy i odczuwał emocje w zbliżony sposób, a dane rozwiązanie pomogło mu sobie poradzić. Możliwe, że dziecko przetestuje wówczas „nasz” sposób.

Trudno się pogodzić, że mimo minionych lat i zdobytych doświadczeń, wcale nie mamy wyłączności na tworzenie ponadczasowych mądrości i nie jesteśmy nieomylni. Traktuj swoje przeżycia jako ewentualne rozwiązania, a nie jedyną dobrą drogę postępowania. Staraj się rozumieć, zamiast dyrygować dzieckiem. W końcu ono i tak podejmie własną decyzję, a jeżeli mądrze to rozegrasz, będziesz w pobliżu, aby wesprzeć je, jeżeli wybrana przez niego droga nie okaże się właściwą.

Być w pogotowiu, ale nie z butami w życiu innych

To jest chyba najtrudniejsze, być blisko, ale jednak zostawać na dystans — każdy z nas ma wokół siebie pewną osobistą przestrzeń (emocjonalną, fizyczną), do której dopuszczamy tylko nielicznych. Wcale nie musi być tak, że będąc rodzicem, masz prawo wkraczać w ten świat myśli i odczuć, z którymi Twoje dziecko woli zostać samo. Największym wyzwaniem dla rodzica jest zaakceptować autonomię dorosłego dziecka – wolnego człowieka, który nie jest ich własnością. W żaden sposób.

Warto poczekać z radami i rozmowami, aż otrzymamy sygnał, że jesteśmy potrzebni. Z krytyką też można poczekać, nawet jeżeli w naszym odczuciu dziecko zrobiło coś, co nas przeraża (na przykład rzuciło studia, oczekuje dziecka albo wzięło ślub ukradkiem bez informowania rodziny). Ostra ocena zachowania, którego efektów jeszcze nawet nie widać, może sprawić, że zranione dziecko nas odepchnie, bo przecież nikt nie chce słyszeć pesymistycznych prognoz, kiedy właśnie zrobił coś, co wydaje mu się być właściwym postępowaniem. Ostatecznie dziecko dorosłe czy nastoletnie i tak nie zmieni zdania, czy zachowania, tylko dlatego, że tak chcesz, więc może pozwolić mu poznawać życie na swój sposób, będąc w pobliżu, aby dawać wsparcie, kiedy będzie ono potrzebne?