Bądź pozytywny! Czy aby na pewno to dobra droga?

„Rozchmurz się!”

„Głowa do góry, wszystko będzie dobrze!”

„Nie pękaj, tylko bierz się do roboty, zobaczysz, będzie lepiej.”

„Uśmiechnij się, przecież to super dzień!”

Czuć WSZYSTKIE emocje

Fajnie, jak jest fajnie… Ale co zrobić, jak jest źle? Świat chce od nas, żebyśmy robili dobrą minę do złej gry, bo nasze nieszczęście nie wygląda ładnie, nie sprawia, że inni dobrze się czują. Nasze nieszczęście wyrażone głośno i wprost często wywołuje niezręczną ciszę, z kąta pokoju wędrują do nas niepewne słowa pocieszenia – „mam nadzieję, że niedługo będzie lepiej”. My sami też nie czujemy się dobrze, dzieląc się naszym smutkiem albo lękiem. Uczono nas, że nie powinniśmy zrzucać swoich trudności na innych. Czemu innym też ma być smutno?

Zakładamy więc maski – maski te mają kąciki ust wygięte nienaturalnie w górę i tak samo nienaturalnie, nigdy się nie zmieniają. Nie mówimy o tym, co nas smuci, staramy się o tym nie myśleć, żeby móc dobrze się bawić, tak jak inni od nas oczekują, aż w końcu przestajemy sobie pozwalać na nieprzyjemne emocje, odpychamy je, uczymy się udawać, że ich nie ma.

Emocje nie występują pojedynczo, lecz w pakiecie. Cały ich zestaw jest do naszej dyspozycji. Nie można wybrać tylko szczęścia i odrzucić tej mniej przyjemnej części pakietu, w której jest smutek, poczucie bezradności, gniew. Bycie pozytywnym obecnie jest w modzie. Pokazywanie lęku i smutku świadczy o słabości. Tworzymy społeczeństwo, które będzie tłamsić swoje emocje.

Na dnie świadomości

To, czego czuć nie wypada albo czuć nie chcemy, spycha się na dno naszego wnętrza – niech tam siedzi. Niestety to, co będziemy się starać ignorować, nie znika. Zaczyna nas kontrolować i jest tym silniejsze, że działa na poziomie naszej podświadomości, bo my zapominamy w ferworze codzienności, że było tam coś, co nas trapiło, coś nierozwiązanego. Robimy coś, nie podoba się nam to, ale nie wiemy, dlaczego tak reagujemy, dlaczego jesteśmy zestresowani, dlaczego nie potrafimy się cieszyć.

Te tzw. pozytywne emocje tracą swój kolor, jeżeli odcinamy się od tych zwanych „negatywnymi”. Tracą głębię. Te uczucia i tak istnieją, niezależnie od tego, czy chcemy to przyznać, czy nie. Ich zaakceptowanie daje siłę, sprawia, że inne emocje stają się bardziej złożone i wyjątkowe. Ironią jest, że w naszym „pozytywnym” społeczeństwie depresja pojawia się u coraz większej ilości ludzi.

Porządek w głowie

Nie możemy pozwolić, by nasza psychika zamieniła się w zagracony pokój, w którym ważne, choć trudne emocje są zamiecione pod dywan lub schowane pod łóżko. Jeżeli będziesz wciąż spychać je w jeden kąt, będą się rozrastać. Jak porzucone w rogu śmieci. Psychoterapia pomaga zrobić tam porządek. Jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy, które trzeba na początek zrobić.

Wyobraź sobie, że sprzątasz piwnicę lub schowek, w którym jest totalnie wszystko. Trzeba się przekopać przez wszystkie te rzeczy, ocenić ich stan i przydatność. Tak samo będziesz pracować z własnym wnętrzem. Odnajdziesz uczucia, o których dawno już myślałeś, że zapomniałeś i będziesz musiał się z nimi skonfrontować.

Wyjść z świata iluzji

Im dłużej udajesz przed innymi, że jest ci dobrze, tym łatwiej jest samemu w to uwierzyć. Odcinamy się od problemów. Lepiej ich nie zauważać. Spotkanie z terapeutą przynosi ulgę, ponieważ po raz pierwszy od długiego czasu możemy zobaczyć i poczuć, że druga osoba przyjmuje nas i akceptuje razem z naszymi słabościami, lękami i smutkiem, który tak bardzo staraliśmy się ukryć przed resztą świata.

Dochodzi do nas, że bycie czasami nieidealnym nie sprawi, że zostaniemy odrzuceni. Stosujmy to wobec siebie i stosujmy wobec innych. Nie wolno zapominać, że bardzo często wpadając w tę manię pozytywności, zaczynamy też wymagać od innych, żeby wpasowali się w grupę i zaczynamy żądać od nich, aby byli idealni. Nie róbmy tego. Sprawia to nam i innym cierpienie.