Anonimowość – współczesny motor hejtu

Internet to wspaniałe narzędzie, które usprawnia wiele różnych dziedzin naszego życia. Ułatwia pracę i naukę, pozwala kontaktować się z osobami przebywającymi na drugim końcu świata oraz dostarcza rozrywki. Ale jest w nim także coś jeszcze – mnóstwo nienawiści i negatywnych emocji. Internauci nie mają skrupułów, by obrażać innych, obrzucać ich obelgami, a nawet im grozić. Czują się bezkarni, ponieważ pozostają anonimowi.

 

Chyba wszyscy wiemy, czym jest hejt. Słownik języka polskiego definiuje go jako obraźliwy i zwykle agresywny komentarz internetowy i/lub mówienie w sposób wrogi i agresywny na jakiś temat albo o jakiejś osobie. Pokrewnym terminem jest stalking, czyli złośliwe i ciągłe nagabywanie, naprzykrzanie się czy prześladowanie zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu. Brzmi dość ekstremalnie? A tak naprawdę każdy z nas wielokrotnie miał do czynienia z tymi zjawiskami, a nawet sam bywał ich sprawcą lub ofiarą.
 
 
Skąd biorą się te wszystkie przykre słowa, często skierowane do zupełnie obcych ludzi? Dlaczego za pośrednictwem internetu jesteśmy w stanie wytknąć komuś nieatrakcyjny wygląd, zbyt wysoką wagę, brak inteligencji lub wadę charakteru, choć na żywo nigdy byśmy się na to nie odważyli? Co powoduje, że pozornie miłe osoby w sieci zamieniają się w prześladowców? Jednym z najpopularniejszych wytłumaczeń tego stanu rzeczy jest anonimowość. W prawdziwym życiu powstrzymujemy się od złośliwości w obawie przed negatywnym wpływem takiego zachowania na nasz wizerunek. Nie chcemy być postrzegani jako osoby opryskliwe i źle wychowane, więc gryziemy się w język i unikamy brutalnej szczerości. Powstrzymuje nas również natychmiastowy wgląd w reakcję innych: nie chcemy widzieć czyjejś złości czy łez. Internet zaś tworzy dystans między nami a rozmówcą. Nie musimy się mierzyć z konsekwencjami swoich słów i czynów: rozmówca jest dla nas kimś abstrakcyjnym, ponieważ nie widzimy jego twarzy i nie musimy z nim rozmawiać w cztery oczy.
 
 
Można powiedzieć, że w internecie działa mechanizm podobny do rozproszenia odpowiedzialności. Skoro nie można wskazać winnego palcem, czuje się on zupełnie bezkarny – prawie jak gdyby był niewinny. Znacznie łatwiej jest np. coś ukraść pod osłoną nocy, kiedy nikt nie widzi, trudniej zaś w biały dzień wyrwać komuś torebkę. Teoretycznie czyny te są tożsame: prowadzą do pozbawienia kogoś jego własności, a my doskonale wiemy, że nie jest to moralne zachowanie. Jednak zrobienie tego na forum publicznym, z odsłoniętą twarzą, wymaga większej odwagi i mniejszego poczucia wstydu.
 
 
Na co dzień borykamy się ze stresem i zmęczeniem. W dodatku często nasza frustracja kumuluje się, nie znajdując ujścia. Internetowy hejt spełnia właśnie taką rolę – pozwala rozładować napięcie bez utraty twarzy i dobrego imienia. Kiedy jesteśmy zdenerwowani na szefa, często nie możemy powiedzieć mu tego wprost, ponieważ boimy się idących za tym konsekwencji. Takie przeniesienie pozwala nam uniknąć kary, jednocześnie dając możliwość poradzenia sobie z negatywnymi emocjami. Lubimy obwiniać innych za swoje porażki, bo dzięki temu nie cierpi na tym nasza samoocena. Jeśli nasze życie zawodowe i finanse są dalekie od ideału, chętnie obarczamy winą np. rząd, „krwiożerczych” przedsiębiorców lub imigrantów, którzy „odbierają” nam pracę. Przyczyną hejtu często bywa również zawiść. Osoba, która niewiele zarabia, nie lubi oglądać zdjęć blogerek wiodących dostatnie życie. Aby poczuć się lepiej, może więc napisać, że są głupie, próżne i leniwe, a pieniądze, które mają, zostały zdobyte nieuczciwie. Jeśli ktoś ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu i zazdrości atrakcyjnym celebrytom, chętnie skomentuje ich zdjęcia w negatywny sposób, by poczuć się ze sobą lepiej.
 
 
Psychologowie potwierdzają, że hejterzy najczęściej mają problemy z niskim poczuciem własnej wartości. Wydaje im się, że im gorzej mają inni, tym lepiej jest im samym. Podbudowują się więc, krytykując osoby znane i lubiane lub całkowicie przypadkowych internautów. Niewykluczone, że wielu hejterów też kiedyś doświadczyło przemocy psychicznej, a teraz się mszczą lub po prostu odreagowują zło, które ich spotkało. 
 
 
 Jeszcze inne wyjaśnienie dotyczy bardzo popularnych ataków na przedstawicieli różnych mniejszości, np. etnicznych, rasowych czy seksualnych. Okazuje się, że takie zachowania mają swoje źródło w ewolucji naszego gatunku. Nasi przodkowie przez setki lat funkcjonowali w niewielkich grupach, które unikały kontaktów z obcymi z powodu lęku przed nieznanymi chorobami, atakiem lub kradzieżą ważnych zasobów. Ciekawostką jest fakt, iż to właśnie w ciepłym klimacie (gdzie wirusy, pasożyty i bakterie rozwijają się najszybciej) powstało najwięcej zróżnicowanych plemion posługujących się odmiennymi językami, ubraniami i językami oraz wyznającymi inne religie. Dzięki takim symbolom łatwiej im było zidentyfikować osobę spoza swojej grupy, by jej unikać. Choć zwykle sobie tego nie uświadamiany, hejt i dyskryminacja najczęściej mają swoje źródło w lęku. Boimy się tego, co nieznane, więc czujemy do tego niechęć. A internet daje nam idealne warunki do wyrażenia tych emocji bez żadnych konsekwencji.